W "Business Week" pojawiło się ostatnio porównanie amerykańskiej gospodarki z historią upadku energetycznego giganta Enrona. Nazwano je "enronizacją" Ameryki. To zjawisko ma polegać na tym, że z pozoru niewiele znaczące wydarzenie w pewnym momencie zwraca uwagę inwestorów na strukturalne problemy firmy czy gospodarki i rozpoczyna proces powolnego staczania się. I choć takie porównanie może wydawać się przesadne, a budowany w oparciu o nie scenariusz może mieć małe szanse na wystąpienie w rzeczywistości, to jednak warto go uwzględniać w swoich rachubach inwestycyjnych.
Enron i gospodarka
Kilka czynników może stać się tym "z pozoru niewiele znaczącym wydarzeniem". Epidemia SARS zeszła z czołówek gazet, ale dopiero teraz zaznacza się jej negatywny wpływ na amerykańską gospodarkę. Motorola i Texas Instruments ostrzegły przed gorszymi wynikami właśnie z powodu mniejszego popytu w Azji. Ten region odpowiada za 28% amerykańskiego eksportu i 39% importu. Sama choroba nie jest jeszcze pod pełną kontrolą. Nowojorski oddział Deutsche Banku opublikował raport na temat ewentualnych skutków odnowienia się epidemii SARS. Wynika z niego, że w USA zagrożone byłyby branże przemysłowe, odpowiadające za 1,2 bln dolarów rocznej produkcji i ponad jedną piątą zatrudnienia. W rezultacie przez jeden kwartał ich produkcja mogłaby spaść o 5%, obniżając PKB o 2 pkt proc.
Podobieństwa do Enrona można upatrywać w rosnącym zadłużeniu państwa. W dwa lata nadwyżka budżetowa została zamieniona w wynoszący ok. 400 mld dolarów deficyt, który zwiększa i tak gigantyczny dług publiczny. Towarzyszy temu znaczne zadłużenie pozabilansowe (również tak jak w Enronie) - całkowite niespłacone przyszłe zobowiązania rządowe wobec systemu opieki medycznej i społecznej wyniosą ok. 25 bln dolarów. To oznacza, że aby system pozostał wypłacalny, obecne pokolenie przez kolejnych 10 lat musiałoby przeznaczać na ten cel ponad 1/4 swoich dochodów.
I jeszcze jeden element podobieństwa z Enronem - możliwy kryzys zaufania do Ameryki. Jego podłożem byłby rosnący deficyt na rachunku bieżącym (zbliżający się w ujęciu rocznym do 500 mld dolarów), przekładający się na spadek wartości dolara. Zniżka waluty nieco zmniejsza tę dziurę w handlu zagranicznym i chroni część miejsc pracy w USA, ale obniża wiarę w dolara i odzwierciedla spadek zaufania do Ameryki, jej gospodarki i przyszłości. Według jednego z sondaży, aż 68% Turków, 63% Francuzów, 59% Niemców i 58% Rosjan uznaje, że polityka zagraniczna USA ma negatywny wpływ na ich kraje.