Piątek, trzynastego, nie przyniósł pecha żadnej grupie inwestorów. No, ale jak mógł przynieść, skoro na rynku niewiele się działo? Różnica pomiędzy najwyższym a najniższym kursem dnia wyniosła zaledwie 10 pkt, przy obrotach niewiele przewyższających 6 tys. kontraktów (dla serii czerwcowej). Ten bezruch, to nie tylko wpływ piątku, ale przede wszystkim efekt niepewności o kontynuację trendu wzrostowego za oceanem. Trudno bowiem liczyć, że polski rynek będzie rósł w momencie, gdy na Wall Street powróci niedźwiedź. Sądząc po ujemnej wartości bazy (12 pkt), obawy te są dość znaczne, skoro gracze akceptują tak niską wycenę czerwcowych kontraktów.
Nudna sesja to też efekt oczekiwanie na głosowanie w Sejmie wotum zaufania dla rządu. Jego przełożenie z godziny 15.00 na 17.00 oznaczało bowiem, że inwestorzy będą mogli na nie zareagować najwcześniej w poniedziałek. Stąd też wielu niepewnych wyniku z pewnością wolało nie ryzykować.
Piątkowa sesja nie miała żadnego wpływu na sytuację techniczną. "Czerwiec" dalej pozostaje pod wpływem długiej czarnej świecy z poniedziałku. Jednak, póki co, za wcześnie mówić o przewadze sprzedających. Ta zmaterializuje się z chwilą zejścia poniżej 1200 pkt, gdzie podwójne wsparcie tworzy przyśpieszona linia trendu wzrostowego oraz 13-dniowa średnia krocząca. Wówczas będziemy mogli mówić o wstępnym sygnale sprzedaży. Ten właściwy zostanie wygenerowany dopiero w momencie przełamania trzymiesięcznej linii hossy (aktualnie 1175 pkt). Do tego czasu bardziej bezpieczne są długie pozycje (z racji trendu wzrostowego oraz ujemnej bazy). Przynajmniej dopóki utrzymuje się wsparcie w okolicach 1200 pkt. Istnieje zagrożenie, że może ono zostać przełamane na początku tego tygodnia.