Od niewielkich spadków rozpoczęły wtorkowe sesje główne indeksy giełd nowojorskich, by później balansować wokół poziomów z końca poniedziałkowych notowań. Wśród inwestorów wygasł zapał do kupowania akcji po tym, jak dzień wcześniej indeks S&P 500 przekroczył ważną psychologiczną barierę 1000 pkt i część z nich zdecydowała się na realizowanie zysków. Niewątpliwe niektórych graczy zachęciły do takiego kroku wypowiedzi jednego z najbardziej znanych analityków na Wall Street - Stevena Galbraitha z banku inwestycyjnego Morgan Stanley. Zalecił on klientom redukowanie w portfelach udziału akcji i obligacji, ponieważ - jego zdaniem - wskaźnik S&P 500 jest teraz przewartościowany o ok. 20%. Wśród spółek typu blue chip inwestorzy pozbywali się wczoraj najchętniej papierów koncernu naftowego Exxon Mobil i potentata branży komputerowej Intela. Uwagę zwracała też silna przecena akcji spółki telekomunikacyjnej AT&T, która została gorzej oceniona przez analityków Merrill Lynch. Do godz. 22.00 naszego czasu indeks Dow Jones wzrósł o 0,04%, a Nasdaq Composite zyskał 0,13%.
Ostudzenie nastrojów na giełdach amerykańskich zahamowało też, początkowo wyraźne, zwyżki na największych rynkach zachodnioeuropejskich. Ostatecznie londyński indeks FT-SE 100 zyskał wczoraj 0,9%, paryski CAC-40 wzrósł o 0,83%, a frankfurcki DAX zwiększył się o 0,67%. Jednym z liderów wzrostów był koncern motoryzacyjny Renault, którego akcje zdrożały o ponad 5%. Niewątpliwie przyczyniają się do tego sukcesy Nissana, w którym ponad 40-proc. udział posiada francuski koncern. Akcje japońskiej spółki znalazły się wczoraj na najwyższym poziomie od prawie 13 lat. W Niemczech o ponad 2% zdrożały papiery innego producenta aut - Volkswagena. Spółka ma silną pozycję na rynku amerykańskim, a wśród coraz większej liczby inwestorów panuje przekonanie, że w drugiej połowie roku dojdzie w USA do ożywienia gospodarczego. W Londynie zapowiedź sprzedaży National Bank of New Zealand pobudziła ponad 3-proc. wzrost kursu akcji piątego co do wielkości banku - Lloyds TSB Group.