Piątkowe notowania przyniosły kontynuację wzrostu wartości kontraktów na WIG20. Jednak wykres serii wrześniowej nie zdołał przedostać się ponad środowe maksimum. W sumie więc sytuacja nie zmieniła się - stroną przeważającą są byki, ale stoją one przed trudnym zadaniem przełamania tegorocznego szczytu.
Na razie nie widać powodów, aby miało się to nie udać. Powinno dojść przynajmniej do próby przebicia się przez strefę 1255-1260 pkt. Jednak zakładając, że nasz rynek powiela ruchy amerykańskich indeksów, warto wziąć pod uwagę jeden fakt. Zarówno Nasdaq, jak S&P500 odrobiły dotąd 2/3 fali zniżek z 2002 r. Dla kontraktów analogiczny poziom wypada przy 1270 pkt. To od piątkowego zamknięcia FW20U3 daje jeszcze trochę miejsca na zwyżkę. W jej czasie wykres przebiłby się ponad tegoroczny szczyt, ale jak to często u nas bywa, mogłoby się to stać pułapką. Wiele mówi tu wykres węgierskiego BUX-a, na którym taki schemat wystąpił w ostatnim czasie. Dlatego warto zwracać baczną uwagę, czy ewentualnemu wybiciu towarzyszyłby wzrost liczby otwartych pozycji, czy też wynikałoby ono z ucieczki z rynku posiadaczy krótkich pozycji, o czym świadczyłby spadek LOP. Jeśli utrzyma się ujemna baza, to kontrakty mogą się w ogóle nie wybić ponad 1255-1260 pkt.
Grający dotąd na długo są w komfortowym położeniu. Mają wsparcie w dwóch liniach trendu. Na naszym rynku rzadko daje się wytyczyć proste zaczepienia o tak dużej liczbie punktów, dlatego stanowią one bardzo wiarygodne wsparcia. Przyspieszona linia trendu przebiega na wysokości 1210, a główna 1180 pkt. O ile wydaje się, że na tym etapie trendu nie warto już do niego dołączać, to bez wątpienia z wchodzeniem na rynek po krótkiej stronie trzeba się wstrzymać do chwili zamknięcia poniżej 1210 pkt.