Reklama

Zaklinania deszczu cd.

Publikacja: 21.06.2003 10:14

Od zapisywania na papierze coraz większych cyfr majątku nie przybywa. Papierowe rozwiązania nie zmieniają także niczyjej sytuacji materialnej, i to ani o grosz. A jeśli już zmieniają, to na niekorzyść samych zainteresowanych. Bo złudzenia kosztują znacznie więcej niż, czasem nawet bardzo bolesne, trzymanie się ziemi. Piszę o tym po raz kolejny, dlatego że mam wrażenie, iż wciąż w polskim życiu politycznym dominują zaklinacze deszczu. Jednym z ich ulubionych pól eksploatacji jest dramatycznie wyglądający rynek pracy.

"Polska ma najwyższą stopę bezrobocia wśród państw należących i aspirujących do EU" - przypomina Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych w opublikowanej niedawno "Czarnej liście barier dla przedsiębiorczości 2003". Trudno się więc dziwić, że społeczna ocena sytuacji jest jednoznaczna. Fakty, wedle niedawnego badania CBOS, są takie:

- "w czerwcu utrzymały się bardzo krytyczne opinie o sytuacji na rynku pracy w Polsce" (aż 95% ocen negatywnych),

- "nadal prawie połowa pracujących - 47% - liczy się z możliwością utraty zatrudnienia",

- "czerwcowy sondaż ukazuje dalszy wzrost nadziei", ale jednocześnie "nie maleje jednak poczucie zagrożenia bezrobociem u tych, którzy mają zatrudnienie".

Reklama
Reklama

Niestety, trudno za jakąś wielką pociechę uznać, że, jak pisało w raporcie CBOS, "drugi miesiąc z kolei odnotowujemy symptomy poprawy" jeśli chodzi o przewidywania dotyczące rynku pracy na najbliższy rok. Bo jednocześnie CBOS przypomina przecież, że "już ponad półtora roku zdecydowanie przeważa pesymizm w przewidywaniach na najbliższy rok, dotyczących sytuacji na krajowym rynku pracy". Analityk giełdowy powie więc, że, na razie, o trwałej zmianie trendu chyba trudno mówić.

Bezrobocie jest i pozostanie jeszcze przez długi czas wielkim problemem Polski. Nie jest wcale jednak problemem tylko osób ze wsi i absolwentów podstawówek. Badania potwierdzają to, co widać nawet w biznesowym centrum - w Warszawie. W tarapatach są także ludzie dobrze wykształceni. "Przewidywania dotyczące skali bezrobocia w najbliższym roku są słabo zróżnicowane społecznie - we wszystkich porównywanych grupach zdecydowaną większość stanowią osoby nieliczące na żadne zmiany lub wręcz spodziewające się pogorszenia i tak już trudnej sytuacji" - ostrzega raport CBOS. Opinie owe chyba ewidentnie zdają się kontrastować z samozachwytem jednego z byłych ministrów, który, już po dymisji, oceniał, że "wszyscy gołym okiem widzą, jak sytuacja zmienia się na lepsze"...

Co więc robić? Przede wszystkim uporządkować chaos prawny i biurokratyczny bałagan, w którym toną przedsiębiorcy. Zamiast narzekać i jęczeć, szybko usuwać przeszkody w zakładaniu i rozwijaniu firm, a tym samym - tworzeniu nowych miejsc pracy. Zamiast opowiadać koszałki-opałki o jakichś dziwacznych, choć przedstawianych jako "jedyne", rzekomo genialnych, programach finansowych (opartych m.in. o manewry statystyczne!), przestać przeszkadzać w rozwijaniu przedsiębiorczości i tworzeniu miejsc pracy. Ale, aby państwo przestało przeszkadzać ludziom w pracy, musi się od nich "odczepić". I przestać zagarniać ich pieniądze, które tak lubią wydawać politycy.

Na razie jednak politycy prześcigają się w gadulstwie. Zapisywanie przyszłych wskaźników wzrostu i wypełnione sloganami plany zmniejszenia bezrobocia, bez faktycznej realizacji rozsądnej polityki, nie tylko nie rozwiążą tego wielkiego problemu, ale mogą nawet pogorszyć sytuację. Lekarz powinien wspierać pacjenta, ale nie może go oszukiwać wtedy, gdy wie, że - bez uświadomienia prawdy - pacjent ów nie rozpocznie prawdziwej, rzetelnej kuracji. Politycy mamią zdesperowanych wyborców pustymi obietnicami, tworząc miraże rzekomej możliwości poprawy sytuacji przez np. jeszcze większe pogrążanie kraju w długach. Tymczasem, jak przypomina PKPP w cytowanym już raporcie, "finansowanie deficytu pochłania część oszczędności krajowych, które powinny służyć finansowaniu inwestycji".W polityce gospodarczej niedopuszczalne jest uleganie mirażom, a tym samym oszukiwanie innych i samego siebie. Alkoholicy też pewnie ufają, że to już "ten ostatni raz" i sięgają po raz kolejny po butelkę. Tak, niestety, zdaje się wyglądać wiele pomysłów na rozruszanie naszej gospodarki. Tymczasem, tak jak leczenie "kaca" nie zastąpi odwyku, tak iluzoryczne, doraźne rozwiązania (np. zwiększanie długu) nie zastąpią faktycznych reform. A tylko prawdziwa kuracja pomoże naszej gospodarce. Półśrodki i oszukiwanie samego siebie prowadzą tylko do coraz poważniejszych kłopotów. Fatalne efekty zaniechań ostatnich dwóch lat są tego najlepszym dowodem. Czas skończyć z próbami zaklinania deszczu.

Powyższy tekst jest WYŁĄCZNIE

wyrazem osobistej wiedzy

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama