Niestety, trudno za jakąś wielką pociechę uznać, że, jak pisało w raporcie CBOS, "drugi miesiąc z kolei odnotowujemy symptomy poprawy" jeśli chodzi o przewidywania dotyczące rynku pracy na najbliższy rok. Bo jednocześnie CBOS przypomina przecież, że "już ponad półtora roku zdecydowanie przeważa pesymizm w przewidywaniach na najbliższy rok, dotyczących sytuacji na krajowym rynku pracy". Analityk giełdowy powie więc, że, na razie, o trwałej zmianie trendu chyba trudno mówić.
Bezrobocie jest i pozostanie jeszcze przez długi czas wielkim problemem Polski. Nie jest wcale jednak problemem tylko osób ze wsi i absolwentów podstawówek. Badania potwierdzają to, co widać nawet w biznesowym centrum - w Warszawie. W tarapatach są także ludzie dobrze wykształceni. "Przewidywania dotyczące skali bezrobocia w najbliższym roku są słabo zróżnicowane społecznie - we wszystkich porównywanych grupach zdecydowaną większość stanowią osoby nieliczące na żadne zmiany lub wręcz spodziewające się pogorszenia i tak już trudnej sytuacji" - ostrzega raport CBOS. Opinie owe chyba ewidentnie zdają się kontrastować z samozachwytem jednego z byłych ministrów, który, już po dymisji, oceniał, że "wszyscy gołym okiem widzą, jak sytuacja zmienia się na lepsze"...
Co więc robić? Przede wszystkim uporządkować chaos prawny i biurokratyczny bałagan, w którym toną przedsiębiorcy. Zamiast narzekać i jęczeć, szybko usuwać przeszkody w zakładaniu i rozwijaniu firm, a tym samym - tworzeniu nowych miejsc pracy. Zamiast opowiadać koszałki-opałki o jakichś dziwacznych, choć przedstawianych jako "jedyne", rzekomo genialnych, programach finansowych (opartych m.in. o manewry statystyczne!), przestać przeszkadzać w rozwijaniu przedsiębiorczości i tworzeniu miejsc pracy. Ale, aby państwo przestało przeszkadzać ludziom w pracy, musi się od nich "odczepić". I przestać zagarniać ich pieniądze, które tak lubią wydawać politycy.
Na razie jednak politycy prześcigają się w gadulstwie. Zapisywanie przyszłych wskaźników wzrostu i wypełnione sloganami plany zmniejszenia bezrobocia, bez faktycznej realizacji rozsądnej polityki, nie tylko nie rozwiążą tego wielkiego problemu, ale mogą nawet pogorszyć sytuację. Lekarz powinien wspierać pacjenta, ale nie może go oszukiwać wtedy, gdy wie, że - bez uświadomienia prawdy - pacjent ów nie rozpocznie prawdziwej, rzetelnej kuracji. Politycy mamią zdesperowanych wyborców pustymi obietnicami, tworząc miraże rzekomej możliwości poprawy sytuacji przez np. jeszcze większe pogrążanie kraju w długach. Tymczasem, jak przypomina PKPP w cytowanym już raporcie, "finansowanie deficytu pochłania część oszczędności krajowych, które powinny służyć finansowaniu inwestycji".W polityce gospodarczej niedopuszczalne jest uleganie mirażom, a tym samym oszukiwanie innych i samego siebie. Alkoholicy też pewnie ufają, że to już "ten ostatni raz" i sięgają po raz kolejny po butelkę. Tak, niestety, zdaje się wyglądać wiele pomysłów na rozruszanie naszej gospodarki. Tymczasem, tak jak leczenie "kaca" nie zastąpi odwyku, tak iluzoryczne, doraźne rozwiązania (np. zwiększanie długu) nie zastąpią faktycznych reform. A tylko prawdziwa kuracja pomoże naszej gospodarce. Półśrodki i oszukiwanie samego siebie prowadzą tylko do coraz poważniejszych kłopotów. Fatalne efekty zaniechań ostatnich dwóch lat są tego najlepszym dowodem. Czas skończyć z próbami zaklinania deszczu.
Powyższy tekst jest WYŁĄCZNIE
wyrazem osobistej wiedzy