Mimo coraz większej ilości sygnałów ostrzegających przed zmianą trendu, amerykańskie indeksy z trudem, bo z trudem, ale pną się na coraz wyższe poziomy. S&P500 od przełamania oporu na 960 pkt dwukrotnie w ostatnim czasie oddalał się od tej bariery o ponad 5%, ale za każdym razem atak popytu kontrowała podaż. W efekcie niewiele się zmieniło w ostatnim tygodniu, no może poza tym, że pod postacią problemów z kontynuacją zwyżki pojawił się kolejny argument w rękach niedźwiedzi. Dołączył on do zarówno krótko, jak i średnioterminowego wykupienia rynku, sygnałów sprzedaży na oscylatorach i wskaźnikach trendu oraz do nadmiernego optymizmu. Można by zapewne dodać jeszcze wiele sygnałów sprzedaży, ale na razie kupujący, jak widać, zbytnio się tym nie przejmują. Nie warto więc na siłę grać przeciwko nim, ale podtrzymuje zdanie z ostatniego komentarza, że nie warto też kupować akcji na obecnych poziomach. Linia trendu jest tuż pod 980 pkt i dopiero po jej pokonaniu przewaga przejdzie w ręce podaży.

Po dotarciu pod koniec kwietnia do dolnej linii 13-letniego kanału spadkowego, znajdującej się w okolicy 7500 pkt, Nikkei 225 zmienił krótkoterminowy trend na wzrostowy. Od ostatniego dołka, który za razem wyznaczył najniższy poziom indeksu od ponad 21 lat (7607 pkt), zyskał już blisko 20%. Tym samym dotarł do ważnej strefy podażowej, która na najbliższych sesjach może skutkować wzmożoną aktywnością sprzedających. Prawdopodobieństwo korekty rośnie więc z dnia na dzień i dlatego wstrzymałbym się teraz z zakupem japońskich akcji. Oczywiście sama sprzedaż też jest jeszcze niewskazana. Pierwszy sygnał pozbywania się akcji pojawi się dopiero w momencie przełamania wstępnej linii krótkoterminowego trendu, która znajduje się na wysokości 8650 pkt. Kupno akcji odłożyłbym do momentu przebicia się ponad 9500 pkt. Będzie się to wiązało z przełamaniem linii trwających od początku 2002 roku spadków oraz oporów wynikających z lokalnego szczytu z grudnia 2002 roku oraz dołków z września 2001 roku i lutego 2002 roku.