Indeks największych spółek utrzymuje się w trendzie wzrostowym. Wczorajsza sesja przyniosła spadek WIG20 o 7 pkt, ale nie niesie to ze sobą na razie żadnych konsekwencji technicznych. Szczególnie, że obroty na rynku nie przekroczyły 70 mln zł. Na wykresie indeksu można wytyczyć kanał wzrostowy, który obejmuje ostatnie dwa miesiące notowań. Zniżka to efekt odbicia od górnego ramienia tej formacji. Dolne ramię, a zarazem najszybsza linia trendu wzrostowego, przebiega na poziomie 1220 pkt. Wczorajsze zamknięcie wypadło na wysokości 1241 pkt - oznacza to, że w najbliższych dniach czeka nas 20-punktowy spadek.
Ponieważ całe to zamieszanie dzieje się na wysokości grudniowego szczytu, uznawanego dość powszechnie za istotny opór, poddawana jest w wątpliwość przyszłość średnioterminowego trendu wzrostowego. Być może rzeczywiście jego żywot dobiegł już końca, niemniej z wykresu indeksu wcale to jeszcze nie wynika. W mojej opinii analiza oporów w trendzie wzrostowym ma ograniczony sens, bo prowadzi do próby uprzedzenia tego, co na rynku dopiero się wydarzy. Takie podejście w krótkoterminowej perspektywie może dać nam nawet pokaźny zysk, niestety, w dłuższym terminie najczęściej prowadzi do strat. Dlatego spadek poniżej 1220 pkt to jest absolutne minimum, żeby można było mówić o końcu trendu wzrostowego na GPW.
Interesująca jest sytuacja techniczna indeksu WIRR, w którego skład wchodzą spółki o łącznej kapitalizacji nie przekraczającej 1% wartości całego rynku. Silny trend wzrostowy, skłaniający nawet do nazwania tego, co działo się na GPW w ostatnich miesiącach, hossą mikrusów, a nie powszechnie przyjętym określeniem "hossa średnich spółek", wyniósł WIRR do najwyższego poziomu od stycznia 2002 roku. Na wykresie widoczna jest czterotygodniowa konsolidacja, którą przy odrobinie dobrej woli można określić mianem podwójnego szczytu. Zamknięcie sesji poniżej 1680 pkt będzie równoznaczne z wybiciem z formacji w dół i zmianą trendu przynajmniej w krótkim terminie na spadkowy. Potencjał spadkowy formacji to raptem 40 punktów.