Wtorkowa sesja nie przyniosła dużych zmian. Kontrakty terminowe na WIG20 zyskały 4 pkt. Rynek już zdążył przyzwyczaić nas do niskiej zmienności i kolejny dzień handlu nie przyniósł żadnego przełomu. Po niskim otwarciu przetestowany został poziom 1220 pkt. Po tym kontrakty ruszyły do góry, odrabiając część strat z początku tygodnia.

Barierą rozwinięcia się korekty trendu wzrostowego, z którą mamy właśnie do czynienia, jest poziom 1215 pkt. Znajdują się tam dwa dość ważne poziomy popytowe - szczyty fali wzrostowej z początku czerwca oraz linia trendu wzrostowego, łącząca dołki od początku maja. Ewentualne przebicie tego poziomu powinno doprowadzić do głębszej korekty lub nawet zagrozić obecnej tendencji wzrostowej. Oporem dla wzrostów jest nadal strefa 1250-1260 pkt. Jej trwałe pokonanie umożliwiłoby w dłuższym terminie wzrosty nawet do 1400 pkt.

Na oscylatorach coraz bardziej są widoczne negatywne dywergencje. Jednak do przebicia poziomów równowagi nie należy traktować ich jako sygnałów zamykania długich pozycji.

Mankamentem dla uczestników rynku pozostaje zmienność. ATR liczony na podstawie 30 sesji sięga minimalnych wartości z przeszłości. Obroty, co prawda, na wszystkich seriach oscylują jeszcze wokół 10 tys. szt., ale taka sytuacja może nie potrwać długo z uwagi na zbliżający się sezon wakacyjny. Nic na razie nie wskazuje na to, aby ten stan rzeczy mógł nagle się poprawić. Na zagranicznych rynkach kapitałowych mamy bowiem do czynienia z podobnym spadkiem zmienności. Z uwagi na dużo niższe prowizje nie jest on aż tak odczuwalny przez inwestorów.