Prawdopodobnie pod koniec roku projekt - jako inicjatywa obywatelska - trafi do Sejmu. Centrum uznało, że obecnie obowiązujący system dochodów publicznych jest tak zły, że nie ma sensu go naprawiać. O tym, że jest on coraz bardziej nieefektywny, świadczy m.in. to, że tzw. dzień wolności podatkowej w tym roku przypadł dopiero 28 czerwca. To niemal dwa tygodnie później niż jeszcze trzy lata temu. Oznacza to, że biorąc pod uwagę wszystkie obciążenia fiskalne, jakie musimy ponosić w ciągu roku, dopiero od dziś zaczynamy pracować na własny rachunek.

- Obecnie obciążenie pracy w Polsce różnymi daninami wynosi 80% płacy netto. Jeśli weźmiemy pod uwagę różne ulgi i zwolnienia, to efektywna stawka spada do 50-60%. Według nas, powinna ona wynosić 25% - mówi Krzysztof Dzierżawski z CAS.

Taka, według autorów projektu, powinna być stawka powszechnego podatku od wynagrodzeń. Miałby on zastąpić dzisiejszy PIT i wszystkie składki związane z wynagrodzeniami pracowniczymi. W nowym systemie nie byłoby też CIT. W zamian za to przedsiębiorstwa płaciłyby 2,5-proc. podatek od kapitału własnego oraz 1-proc. podatek obrotowy. Centrum proponuje zlikwidowanie wszystkich preferencji w VAT i wprowadzenie jednej, 20-proc. stawki. Jednak nie wszystkie firmy miałyby go płacić. Najmniejsze byłyby z niego zwolnione, na dodatek płaciłyby podatek zryczałtowany (ok. 700 zł miesięcznie).

- Gdy 10 lat temu mówiliśmy o konieczności wprowadzenia podatku liniowego, usłyszeliśmy od przedsiębiorców, żeby lepiej tym pomysłem nie drażnić polityków. Wtedy to mógł być rodzaj lekarstwa na grypę w gospodarce. Teraz jest już ona w takim stanie, że sam podatek liniowy nie wystarczy. Dlatego proponujemy radykalne rozwiązanie - mówi Robert Gwiazdowski, ekspert podatkowy Centrum.

Główne założenie, jakie przyjęło Centrum, to niezmniejszanie wartości dochodów publicznych. To dlatego, że z założenia plany ekspertów CAS nie dotyczą wydatków.