Na pierwszy rzut oka wygląda, że obecne wzrosty są związane z typowym window dressing. To jest ostatnio bardzo modna teoria, tak popularna, że nie wydaje się prawdopodobna. Scenariusz spadkowych wakacji jest już "oklepany". Choć pogorszenie koniunktury w okresie wakacyjnym zdają się potwierdzać kontrakty wrześniowe, na WIG20 (mają ciągle ujemną bazę), wydaje mi się, że w tym roku nastąpi odstępstwo od reguły. To byłby drugi wyjątek, pierwszym był brak "efektu stycznia".

Obecna zwyżka przebiega w bardzo spokojny sposób, bez dużych pojedynczych wzrostów - akcje są najwyraźniej akumulowane, co oznaczałoby, że ci, co kupują w dłuższej perspektywie widzą szansę na zrobienie dobrego interesu w Polsce. W dużej części pieniądze przepływają z Węgier, co jest dość naturalną rzeczą po ostatnich wydarzeniach na tym rynku. Ostatnia słabość naszej waluty może dodatkowo zachęcić zagranicznych inwestorów do zainteresowania się naszym rynkiem. Raczej na pewno należy założyć, że sprzedającymi są krajowe fundusze (na pewno nie kupują, tak jak pokazują to zestawienia ich portfeli). Niestety, nie jest to optymistyczne, gdyż w przypadku sprawdzenia się prognoz zarządzających funduszami, na giełdzie nie będzie wzrostów, a co najwyżej wielka stagnacja. Jeśli zaś zarządzający się pomylą czy też nagle wejdzie kapitał spekulacyjny, to może okazać się, że ostatnimi, którzy będą kupować akcje, mogą okazać się nasze OFE. I tak źle, i tak nie dobrze. Wydaje mi się, że wejście spekulantów na rynek to kwestia czasu, szczególnie przy takiej "jeździe" na walucie. Jedno jest niemal pewne - nasze fundusze łatwo nie odpuszczą, więc zanosi się na ciekawą konfrontacje sił. Cóż, prawdziwe wzrosty rodzą się w ciężkich bólach.