Chiński przemysł piwowarski jest tak rozdrobniony, że duże zagraniczne spółki bez trudu i tanim kosztem mogą przejąć nad nimi kontrolę. SABMiller za 86,6 mln USD kupił 29,6% udziałów w Harbin Brewery Co. Jest to najstarszy chiński browar, założony w 1898 r. przez Rosjan. Amerykańska spółka kupiła 295 mln jego akcji z 12-proc. dyskontem po zaledwie 30 centów za sztukę. Daje jej to udziały w 31 chińskich browarach.

Anheuser-Busch, największy na świecie producent piwa, w ubiegłym tygodniu zamienił na akcje warte 36 mln USD obligacje Tsingao Brewery Co. Jest to część umowy, której realizacja da w ciągu 7 lat spółce z St. Louis 27% udziałów w największym chińskim browarze. Został on założony przez Niemców przed stu laty, a w jego skład wchodzi 47 zakładów produkcyjnych.

W styczniu i w maju Carlsberg kupił dwa browary w prowincji Yunnan. Ceny tych transakcji nie podano. Natomiast w listopadzie ub.r. Interbrew za 19,5 mln USD kupił 24% udziałów w Zhujiang Brewer Co., piątym pod względem wielkości producencie piwa w Chinach.

Zagraniczne browary wracają więc na chiński rynek, po tym jak sparzyły się na nim na początku lat 90. Ale wtedy zaoferowały Chińczykom najlepsze gatunki piwa i wyniki sprzedaży były marne. Przy obecnych zakupach wychodzą z założenia, że po pierwsze piwo produkowane w Chinach nie jest złe, a po drugie kosztuje o jedną trzecią mniej niż importowane gatunki. Nowa strategia polega więc na kupowaniu chińskich, często nierentownych browarów, a nie na budowaniu nowych. W ten sposób i taniej i szybciej mogą zwiększyć produkcję i udział w rynku.

A jest o co walczyć. Zagraniczni inwestorzy kontrolują teraz mniej niż jedną dziesiątą produkcji piwa w Chinach, która w ubiegłym roku wyniosła 240 mln hl. W ciągu minionej dekady sprzedaż rosła rocznie średnio o 11%, podczas gdy liczba niezależnych browarów spadła z 500 do 200. Jednak 200 to, zdaniem analityków, wciąż o wiele za dużo. Konieczna jest dalsza konsolidacja w tej branży, żeby spółki mogły osiągać przyzwoite zyski.