Miedź staniała wczoraj rano w Londynie o 30 USD i był to największy spadek jej ceny od dwóch tygodni. Uczestnicy rynku doszli bowiem do wniosku, że tegoroczny wzrost gospodarczy na świecie nie będzie na tyle duży, by spowodować wzrost popytu na samochody, sprzęt gospodarstwa domowego i inne wyroby, do produkcji których używana jest miedź. Przez cały czerwiec miedź staniała o 5,3%. Spadkowi cen tego metalu sprzyjają też obawy, że jego rynek wciąż jest bardzo narażony na korektę ze względu na zbyt dużą liczbę długich pozycji zajętych przez spekulantów. W tygodniu zakończonym 24 czerwca kupili oni o 18 729 kontraktów terminowych na miedź więcej, niż sprzedali. Tydzień wcześniej ta przewaga netto po stronie kupna wynosiła niewiele mniej, bo 18 543 kontrakty. Po południu na londyńskiej giełdzie tona miedzi z dostawą za trzy miesiące kosztowała 1650 USD.

Ropa naftowa znowu wczoraj zdrożała. Tym razem przyczynami zwyżki cen o 1,8% były huragan Bill atakujący wybrzeża Stanów Zjednoczonych i strajk w Nigerii. Huragan może zniszczyć rafinerie i urządzenia portowe nad Zatoką Meksykańską, skąd pochodzi prawie połowa amerykańskiej produkcji wyrobów naftowych. Nigeryjskie związki zawodowe rozpoczęły wczoraj strajk w proteście przeciwko zbyt wysokim cenom paliw na tamtejszym rynku. Po południu na londyńskiej giełdzie paliwowej baryłka ropy Brent z dostawą w sierpniu kosztowała 27,80 USD, czyli o 50 centów więcej niż na piątkowym zamknięciu.

Złoto natomiast wczoraj zdrożało, co było spowodowane umocnieniem się euro wobec dolara. Cena złota z natychmiastową dostawą ustalana przez 11 banków odgrywających czołową rolę na tym rynku wzrosła do 346,350 USD za uncję.