Reklama

Bankowy czardasz

Publikacja: 05.07.2003 10:07

Czardasz to, zgodnie z definicją, węgierski taniec ludowy w metrum dwudzielnym, składający się z części powolnej lassan i szybkiej friss. Ten opis jak ulał pasuje do tego, co w ostatnich miesiącach dzieje się na rynku forinta i co wyprawia węgierski bank centralny.

Spotkałem się ostatnio ze stwierdzeniem, że na Węgrzech dwukrotnie dochodziło do ataków spekulacyjnych i w związku z tym bank centralny musiał podejmować stanowcze decyzje. Ale, moim zdaniem, to nie międzynarodowi krótkoterminowi spekulanci są winni całemu zamieszaniu.

Węgry od 2001 roku mają poziom odniesienia kursu forinta w stosunku do euro i dopuszczalne piętnastoprocentowe pasmo wahań. Decyzja o takim systemie kształtowania się kursu była suwerenna. Nikt naszych bratanków do jego wprowadzenia nie zmuszał. Niezłe informacje o gospodarce i perspektywa szybkiego wejścia do Unii Europejskiej zaczęły przyciągać zagranicznych inwestorów zarówno bezpośrednich, jak i portfelowych. Forint zaczął się więc umacniać. Nie on jeden zresztą, umacniała się także czeska korona, umacniał się i polski złoty. Węgry postanowiły działać. Zaczęto więc obniżać stopy procentowe, aby w ten sposób zniechęcić do kupowania papierów skarbowych. Miało to zahamować trend wzrostowy krajowej waluty. Niestety, forint umacniał się dalej. Wszystko działo się jednak powoli, na rynku panował względny spokój.

W połowie stycznia zaczęły się problemy, kurs zbliżył się bowiem do dolnego pasma wahań. Wtedy to właśnie, stosując terminologię muzyczną, przeszliśmy z części lassan do części friss: bank centralny znowu obniża stopy, reakcja rynku jest niewielka, dwa dni później mamy więc kolejne cięcie i jednocześnie interwencje na rynku walutowym. Tego było już za dużo, inwestorzy zareagowali gwałtownym pozbywaniem się forinta. Trzeba więc było interweniować "w druga stronę", żeby powstrzymać spadek kursu. Istne zamieszanie.... Jego skutki odczuliśmy zresztą także w Polsce.

Potem znowu przeszliśmy w trwający ponad cztery miesiące okres uśpienia. Kurs węgierskiej waluty dawno nie był tak stabilny. Na rynku euroforinta krążyliśmy wokół poziomu 246, przy czym zmiany kursu były minimalne, rzadko kiedy przekraczając 2 forinty. Ale do czasu, mamy przecież do czynienia z czardaszem, pojawienie się friss było więc tylko kwestią czasu.

Reklama
Reklama

Początek czerwca przyniósł gwałtowny spadek wartości węgierskiej waluty. Bank centralny zdecydował się bowiem na dewaluację poziomu odniesienia. Niektórzy chyba wiedzieli wcześniej, bo forint zaczął tracić jeszcze przed opublikowaniem decyzji. Ale to tylko domysły. Oficjalnym powodem dewaluacji jest chęć wspomożenia gospodarki. Trochę to mało przekonujące, bo jakoś trudno uwierzyć, że dewaluacja o niewiele ponad 2% może rzeczywiście wyraźnie wpłynąć np. na opłacalność eksportu. W każdym razie rynek zaczął wariować. Co więc robi węgierski bank centralny? Podwyższa stopy procentowe. Uczynił to już dwukrotnie, w sumie o 300 pkt bazowych.

Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Po pierwsze taki, że prowadzenie polityki monetarnej i wchodzącej w jej skład polityki kursowej wcale nie jest takie proste. Po drugie, że może przyjęta przez NBP strategia małych kroczków w polityce monetarnej nie jest taka zła. I po trzecie wreszcie, że droga do euro będzie znacznie trudniejsza, niż się niektórym wydaje. I nie chodzi mi tylko o kwestie spełnienia czterech gospodarczych kryteriów wejścia do strefy wspólnej waluty, ale właśnie o kryterium piąte. Czyli o przynajmniej dwuletnie ustabilizowanie kursu waluty krajowej wobec euro.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama