Zdecydowana większość ekonomistów w zasadzie zgadza się z przedsiębiorcami: podatek liniowy (czy też powszechny, por. ramka 1) jest rozwiązaniem dobrym, choć nie pozbawionym wad. Powinien sprzyjać szybszemu wzrostowi gospodarczemu, rzecz jasna pod warunkiem, że ulga jedną ręką dana, drugą nie będzie odebrana - np. poprzez zwiększenie deficytu budżetowego. Jeśli by tak się stało, polskie banki, zamiast dawać kredyt przedsiębiorcy, pożyczą pieniądze państwu, wykupując dodatkowe emisje atrakcyjnie opodatkowanych papierów skarbowych.
Rząd odpowiada, że sprawa wymaga poważnego namysłu. Są wprawdzie poważne argumenty za wprowadzeniem takiego podatku, ale są i argumenty przeciwne (por. ramka 2). Spora część społeczeństwa - zwłaszcza 95% podatników, którzy osiągają dochody opodatkowane według niższych stawek - będzie zapewne oburzona robieniem prezentu dla bogatych (którzy nawet przy obecnych stawkach mają wysokie dochody i wysoki standard życia). Z pewnością wykorzystają to populiści, tłumaczący bezrobotnemu, że jego kłopoty biorą się z faktu, że rząd do spółki z kapitalistami rozkradł jego pieniądze. Właściwy kontrargument, czyli stwierdzenie, że człowiek ten jest bezrobotny dlatego, że gospodarka rozwija się zbyt wolno, a zatem właściwym sposobem na rozwiązanie jego problemu jest zachęta do przyspieszenia rozwoju - choćby kosztem zrobienia "prezentu" przedsiębiorcy - będą zapewne brzmiały dla jego uszu mniej przekonywająco. Jest to, oczywiście, ryzyko, z którym odpowiedzialny rząd musi sobie umieć radzić zarówno w przypadku reformy podatkowej, jak i jakiejkolwiek innej poważnej reformy gospodarczej.
Z wprowadzeniem podatku liniowego wiążą się dwa zasadnicze pytania. Pierwsze z nich brzmi: czy jest on społecznie sprawiedliwy? Przecież zapłacenie takiej samej części dochodu (np.19%) jest w oczywisty sposób większym ciężarem dla człowieka, który z trudem wiąże koniec z końcem, niż dla człowieka zamożnego. Z drugiej strony, doli uboższego obywatela można przecież ulżyć w inny sposób, na przykład wspierając go pieniędzmi wypłacanymi w ramach polityki społecznej państwa, a nie poprzez komplikowanie systemu podatkowego. A przede wszystkim, w pierwszej kolejności można mu ulżyć, dając większe szanse znalezienia nieźle płatnej pracy.
To prowadzi prosto do drugiego kluczowego pytania: czy podatek liniowy służy przyspieszeniu rozwoju gospodarczego? Gdyby tak było, problem społecznej sprawiedliwości w znacznym stopniu straciłby swą ostrość. Wzrost oszczędności i inwestycji pobudziłby rozwój (por. ramka 3). Szybciej rosnąca gospodarka ułatwiłaby ubogiemu podatnikowi znalezienie lepszej pracy i wzrost dochodów. Poza tym, przy szybszym rozwoju zamożni podatnicy odprowadzaliby do państwowej kasy większe kwoty podatku (choć stawki byłyby niskie), byłoby więc więcej środków np. na prowadzenie mądrej polityki socjalnej.
Odpowiedzi na dwa kluczowe pytania zapewne nie da się łatwo udzielić. Ale jeśli nie spróbujemy tego zrobić, dyskusja o wprowadzeniu podatku liniowego będzie błądzeniem we mgle.