Koniec czerwca i początek lipca obfitował w wypowiedzi analityków i strategów przewidujących dobrą drugą połowę roku, ze wzrostami indeksów giełdowych w granicach 20%. Nie kwestionując tych perspektyw warto zauważyć, że minęły ledwie dwa tygodnie, a rynek już "wykonał" połowę planu... Jak dla mnie dość szybko, coraz mniej tego potencjału zostaje na kolejne 5 miesięcy.
Zdecydowanym liderem ostatniej fali jest PKN (co specjalnie nie dziwi), a niewiele za nim podążają banki - i to już jest ciekawa historia. Wyceniane - w zgodnej ocenie - wysoko, stojące w obliczu raczej nieciekawego dla branży zjawiska dalszego zawężania marż - trudno znaleźć tu jakieś pozytywy, może poza oczekiwanym ożywieniem i poprawą sytuacji nieregularnych klientów. Mimo wszystko banki pozostają dla mnie drogie i wartości szukałbym raczej w innych branżach.
Gwałtowne uderzenie popytu z ostatnich dni - o co "obwiniane" są zarówno OFE, TFI, jak i inwestorzy zagraniczni - wywołało prawie 10% wzrost indeksów. Głównych jego przyczyn dopatrywałbym się w zmianie postrzegania rynku przez inwestorów zagranicznych oraz zmienianej alokacji krajowych instytucji. Być może częściowo dyskontowana była obniżka podatku CIT - skutek jest taki, że wiele akcji jest już wyceniana w sposób neutralny, a przewartościowanych jest chyba więcej niż niedowartościowanych. Szkoda, bo okoliczności zewnętrzne są korzystne dla trwałości ruchu, ale potencjał wzrostu poszczególnych spółek jest mizerny...
Po raz pierwszy od kilku lat mamy do czynienia z ewidentnym "summer rally". Nie zastanawiając się tutaj na przyczyną tego fenomenu (czy raczej anomalii...) zwrócę tylko uwagę na daty ważnych lipcowych maksimów: 20 lipca 1998, 15 lipca 1999, 19 lipca 2000.
Zwróć uwagę: