- Spadki traktowałbym jako korektę. Może to być także efekt obaw związanych z publikacją wyników Banku Millennium - powiedział nam Jakub Korczak, analityk CA IB. W środę Bogusław Kott, prezes Millennium, powiedział, że spółka w II kwartale zanotuje zysk, ale stwierdził jednocześnie, że na wyraźną poprawę w sektorze trzeba będzie poczekać do IV kwartału. Również według J. Korczaka na razie nie ma powodów do optymizmu. Dane NBP za kwiecień i maj dowodzą, że akcja kredytowa spadła, a depozytowa rozwijała się bardzo wolno. Zdaniem analityka, być może zobaczymy wzrost dochodów pozaodsetkowych jako efekt przeprowadzonych przez większość banków porządków w rachunkach osobistych.

- Banki były za drogie. Teraz rynek zaczął wracać do normalności - uważa Artur Szeski, analityk CDM Pekao. Dodaje, że rezultaty spółek za II kwartał nie będą napawać optymizmem. - Nikt też nie spodziewał się, że będą dobre. Wcześniejszy wzrost niewiele miał wspólnego z bieżącymi wynikami - stwierdził.

Z kolei Robert Sobieraj, analityk BDM PKO BP, zwraca uwagę, że ostatnio pojawiło się kilka rekomendacji, w których wyceniano banki poniżej ich kursów rynkowych. Przykładem jest ostatni raport banku inwestycyjnego Morgan Stanley dla Pekao. - Do korekty mogła przyczynić się także wypowiedź prezesa Millennium, który stwierdził, że ożywienie w gospodarce nie przekłada się jeszcze na wyniki finansowe banków - dodał R. Sobieraj. Według niego, wpływ na przecenę mogły mieć także wypowiedzi członków RPP o tym, że do obniżki rezerw obowiązkowych (wynoszą 4,5%) może dojść pod koniec roku. Wcześniej nie wykluczano takiej decyzji na najbliższym posiedzeniu Rady.