Cena ropy naftowej wczoraj przed południem spadła nawet do 28,5 USD za baryłkę w reakcji na informacje o niespodziewanym wzroście zapasów benzyny i olejów na rynku amerykańskim. Później jednak znowu zaczęła rosnąć w obawie, że wzrost zapasów tych produktów był przejściowy, a o zaopatrzeniu tamtejszego rynku zadecyduje znaczny spadek zapasów surowej ropy. Departament Energetyki poinformował, że w ubiegłym tygodniu zmniejszyły się one o 3,6 mln baryłek i są niższe już o 12% niż o tej samej porze ub.r. Co gorsza, w tym tygodniu zapasy te mogą zmniejszyć się jeszcze bardziej w wyniku wstrzymania wydobycia i przeładunku ropy w Zatoce Meksykańskiej przed natarciem huraganu Claudette. A to oznacza, że amerykańskim rafineriom trudno będzie w najbliższych tygodniach wyprodukować odpowiednie ilości benzyny i olejów. Baryłka ropy Brent z dostawą we wrześniu na giełdzie w Londynie kosztowała po południu 28,70 USD wobec 28,72 USD, na środowym zamknięciu.
Kontrakty terminowe na miedź ponownie wczoraj trochę zdrożały po początkowym spadku ich ceny. Popyt na miedź poprawił się po opublikowaniu informacji o większym, niż prognozowano wzroście liczby rozpoczętych budów domów w Stanach Zjednoczonych. Było ich o 3,7% więcej niż przed rokiem. Budownictwo mieszkaniowe generuje ok. jednej czwartej popytu na miedź w USA. Po południu w Londynie tona miedzi z dostawą za trzy miesiące kosztowała 1737 USD, a więc o 5 USD więcej niż na zamknięciu dzień wcześniej.
Dobre wiadomości makroekonomiczne z USA - poza wzrostem budownictwa spadek liczby wniosków o zasiłki dla bezrobotnych - umocniły wczoraj kurs dolara, co spowodowało potanienie złota. Na nowojorskim rynku Comex cena uncji spadła o 0,4%, do 341,70 USD.