- Jeżeli chodzi o wzrost gospodarczy, prognozy naszego rządu były takie: 1% w roku 2002, 3% w 2003 roku i 5% w 2004 roku. Potwierdzam to i dodaję: 6% w 2005 roku i 7% w 2006 - stwierdził J. Hausner. Czy ziszczenie się tych prognoz jest realne? Zdaniem ankietowanych przez nas ekonomistów, raczej nie.
Marzenia wicepremiera
W opinii Macieja Relugi, głównego ekonomisty Banku Zachodniego WBK, te prognozy to marzenia wicepremiera. - Chociaż nie można mówić, że jest to zupełnie niemożliwe. Jeszcze do niedawna prognozy wzrostu PKB na ten rok w wysokości 3% wydawały się bardzo mało realne. Tymczasem w świetle ostatnich danych makroekonomicznych wydaje się, że owe 3% jest nawet niedoszacowane i szansę realizacji ma prognoza Grzegorza Kołodko, który mówił o 3,5-proc. wzroście PKB w 2003 roku - powiedział nam M. Reluga. Również Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP, jest zdania, że jest mało prawdopodobne, aby wzrost gospodarczy w 2005 i 2006 roku osiągnął taki poziom. Uważa jednak, że w obecnej sytuacji żaden ekonomista nie stwierdzi kategorycznie, iż ta prognoza nie ma szans na realizację. - Jeżeli nastąpi dawno oczekiwane cykliczne ożywienie w gospodarce światowej, jeżeli wzrośnie napływ inwestycji spowodowany wejściem naszego kraju do UE, a w społeczeństwie zapanują optymistyczne nastroje po akcesji do Unii, to ten wzrost jest możliwy - mówi Ł. Tarnawa. Ponadto, aby marzenia J. Hausnera się spełniły, potrzeba przyspieszenia wstrzymanej właściwie prywatyzacji i przeprowadzenia faktycznej reformy finansów publicznych.
Wzrost nie będzie trwały
Ekonomiści są także zgodni co do tego, że jeżeli nawet uda się zbliżyć w którymś roku do poziomu 7% wzrostu PKB, to takiego wyniku nie uda się utrzymać w dłuższym okresie. Będzie się to też wiązało z poważnymi konsekwencjami, polegającymi na pogorszeniu się innych wskaźników makroekonomicznych. Po pierwsze, zwiększy się deficyt na rachunku obrotów bieżących. Po drugie, wzrośnie inflacja ze względu na wzrost konsumpcji. A nałożenie się tych dwóch czynników oznaczać będzie, że Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe, czym zechce schłodzić gospodarkę, by nie dopuścić do kryzysu walutowego.