Wczorajsza sesja to prysznic zimnej wody dla posiadaczy długich pozycji. Ostatnie wzrosty pewnie trochę stępiły czujność części z nich i stąd taki spadek. Obraz rynku po takiej sesji wygląda po prostu fatalnie. Poważny spadek przy dużym obrocie, choć ten jest nieco przekłamany przez potężną transakcję na PEO.
Dzienna świeca, czarna nie posiadająca żadnych cieni, dobitnie potwierdza, że wczoraj rynkiem władała podaż. Po raz kolejny próbowano zrealizować scenariusz wałkowany na kilku ostatnich sesjach, czyli mocny spadek na początku sesji i potem powolny wzrost. Wczorajsza sesja różniła się jednak od poprzednich tym, że już nie było komu podnosić cen, gdy miał mieć miejsce ten powolny wzrost. Tak więc mieliśmy poranny spadek i jedynie pół godziny odreagowania. Potem było już tylko powolne osuwanie, zamiast wzrostu i fatalna końcówka sesji, gdzie notowano nowe minima.
Mamy zatem potwierdzenie wstępnych przypuszczeń, że rynek skłania się ku korekcie całego wzrostu trwającego już od marca. W ciągu trzech ostatnich dni ceny spadły już 48 pkt. To spory spadek, jak na trend wzrostowy, zatem mówienie o większej korekcie jest zasadne. Po wczorajszej wyprzedaży można powoli szykować się do jej odreagowania. Jest to o tyle dogodny moment, że kurs kontraktów zbliżył się do okolic konsolidacji z pierwszej połowy lipca. Wydaje się, że jej poziom powinien zatrzymać napór podaży. Dokładny poziom dołka trudno oczywiście wyznaczać, ale można przyjąć, że poziom poniżej 1320 pkt może być dobry do zamknięcia krótkoterminowych krótkich pozycji. Gdy na rynek ponownie wzrośnie po kontrataku popytu będzie można do nich wrócić. Nastroje się zmieniły i raczej nie należy już oczekiwać na rychły atak na szczyty.