FSA planowała wprowadzenie żelaznej zasady zobowiązującej wszystkie instytucje oferujące usługi finansowe do sprawdzania tożsamości klientów. Ubezpieczyciele, niezależni doradcy finansowi czy biura maklerskie mieli rygorystycznie sprawdzać paszporty lub dowody tożsamości każdego petenta.
Teraz brytyjska komisja wycofuje się z tego projektu, m.in. pod wpływem raportu opublikowanego przez firmę doradczą PwC. Wynika z niego, że walka z praniem pieniędzy spowoduje znaczne wydłużenie czasu obsługi klienta oraz konieczność wprowadzenia zmian w systemach komputerowych. Kosztowałoby to rynek usług finansowych niemal 200 mln funtów. Przepisy wywołałyby również ferment w sektorze finansowym, już i tak mocno narzekającym na uciążliwości wynikające z przepisów narzucanych przez FSA.
Nie bez powodu pranie brudnych pieniędzy jest jednym z priorytetów dla brytyjskiej komisji. Londyn postrzegany jest jako dogodne miejsce do "wybielania" nielegalnej gotówki. W marcu 2001 r. "Financial Times" informował, że 23 banki z Wielkiej Brytanii zamieszane były w wypranie 812 mln funtów przez rodzinę Saniego Abacha - byłego dyktatora Nigerii.
National Criminal Intelligence Services - biuro policyjne zajmujące się podejrzanymi transakcjami finansowymi - podeszło do trudności FSA ze zrozumieniem. "Zdajemy sobie sprawę, że potrzeby świata biznesu muszą być zrównoważone z potrzebami funkcjonariuszy prawa" - napisali w specjalnym oświadczeniu jego przedstawiciele.
Decyzja FSA ucieszyła maklerów. - To rozsądna i pragmatyczna decyzja, która wskazuje gdzie naprawdę leży problem. Tak naprawdę chodzi przede wszystkim o przejrzystość sektora bankowego - powiedziała Angela Knight, prezes Association of Private Client Investement and Stockbrokers - stowarzyszenia prywatnych inwestorów i maklerów.