Każdą z pierwszych trzech sesji tego tygodnia kontrakty rozpoczynały od silnej przeceny. Natomiast w drugiej części sesji w poniedziałek mieliśmy odrabianie strat, we wtorek konsolidację, a w środę mocną wyprzedaż. Wczoraj trzeba było zerwać z tym schematem słabego poranka i wymyślić coś nowego, tym bardziej, że już na w końcówce środowej sesji pachniało nadchodzącym odbiciem. Takie faktycznie wczoraj nastąpiło, ale szczerze mówiąc, było mocno rozczarowujące i przyniosło rynkowi chyba więcej szkody niż korzyści. Na tle świetnego zachowania rynków zagranicznych obnażyło słabość popytu. Obroty akcjami, najniższe od czerwca, wyraźnie pokazały jedynie korekcyjny charakter wzrostu.

Do optymizmu będzie można powrócić dopiero w przypadku zanegowania formacji podwójnego szczytu na indeksie, co równoznaczne byłoby z powrotem nad 1346 pkt. Warunkiem uznawania takiego ruchu za wiarygodny muszą być obroty przekraczające na spółkach z WIG20 przynajmniej 200 mln. Do tego poziomu na najbliższych sesjach indeks powinien dociągnąć, ale po takim ruchu powrotnym czeka go realizacja zasięgu spadku podwójnego szczytu, a więc spotykanie z kontraktami przy 1305 pkt.

To jednak scenariusz na nieco dłużej niż dzisiejszą sesję. Ostatnia bardzo silna fala wzrostowa zaraziła większość inwestorów tak dużym optymizmem, że każdy głębszy spadek natychmiast wykorzystywany będzie do próby łapania dołka. Oczywiście do czasu zmiany rynkowych nastrojów. A najprędzej zmienić je może świadomość, że wyniki amerykańskich firm choć zgodnie przekraczają prognozy analityków, to dalekie są od oczekiwań inwestorów. Optymiści muszą pamiętać, że w dłuższym terminie nie jest tak ważne ile wolnych środków jest w funduszach inwestycyjnych, ale ile pieniędzy jest na kontach spółek.