Pakiet, który wczoraj został wprowadzony do obrotu giełdowego, stanowi 3,5% kapitału zakładowego funduszu. Akcje były podstawą nieudanego programu motywacyjnego. Spółka wiosną br. (18 marca) odkupiła papiery od CDM Pekao, który obsługiwał emisję dla kadry. Za każdy płaciła 1 zł. Różnica pomiędzy tą ceną a kursem giełdowym spowodowała, że MCI jeszcze w grudniu ub.r. zawiązał odpowiednią rezerwę na kwotę 0,9 mln zł. Spółka rozważała dwa scenariusze, co zrobić z posiadanym pakietem: umorzyć, czy sprzedać. Ostatecznie zdecydowała się zbyć akcje. Trafiły one do 12 osób powiązanych z kierownictwem MCI i spółek zależnych. Najwięcej, bo aż 862 tys. kupił Tomasz Czechowicz, prezes funduszu. Papiery sprzedawane były z dużym dyskontem (32 grosze za walor) w stosunku do ich ówczesnej (połowa czerwca br.) wyceny giełdowej, która wynosiła około 0,5 zł za akcję. Równie atrakcyjne były warunki płatności: w dwóch etapach, połowę ceny za pół roku, a resztę dopiero po roku.

Groźba podaży akcji pracowniczych przez ostatni tydzień skutecznie hamowała dalszy wzrost kursu MCI Management. W poniedziałek okazało się jednak, że właściciele akcji nie rzucili ich na rynek. Wprost przeciwnie. Wolumen obrotów nie odbiegał od średniej z poprzedniego miesiąca, co dowodzi, że papiery pozostały w portfelach. Kurs ruszył do góry. Wczoraj na koniec sesji akcje funduszu kosztowały 0,76 zł każda. Jest to nowe roczne maksimum kursu. Może on jednak dalej iść w górę. Pretekstem do kupowania akcji mogą być wyniki za II kwartał. Jak twierdzi prezes Czechowicz, kondycja finansowa spółek zależnych poprawia się, co może mieć odbicie w danych za ostatnie trzy miesiące. Raport skonsolidowany zostanie opublikowany 14 sierpnia.