- Takie sytuacje się zdarzają - wczoraj trwało to góra kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund. W tym czasie tabela ofert nie odświeżała się o kolejne transakcje na rynku albo były opóźnienia. Zakłócenia w sygnale satelitarnym powodują, że informacje potrafią spływać wybiórczo - tłumaczy jeden z maklerów. - Słyszałem o burzy i przestawieniu na kanał naziemny, ale u mnie żadne opóźnienia w arkuszu zleceń nie były zauważalne - mówi z kolei inny broker.

Dodają, że sytuacje, kiedy inwestorzy nie widzą przez parę minut pełnego obrazu rynku, niosą ze sobą ryzyko. - Takie problemy techniczne mogą oznaczać nierówny dostęp do informacji. Mogą się też okazać ryzykowne dla inwestorów z otwartymi pozycjami, zwłaszcza na rynku terminowym jeśli na przykład nie ograniczą ponoszonych strat. Maklerzy zastanawiają się, czy nie należałoby zawieszać notowań w "burzowych" sytuacjach. Giełda decyduje się na taki krok, ale podczas dłuższych zakłóceń, tak jak np. w lipcu 2002 r.

Domy i biura maklerskie odbierają dane z GPW dwiema drogami - kanałem naziemnym i satelitarnym. Pierwszym przesyłane są zlecenia od brokera i wracają nim potwierdzenia transakcji z giełdy. Satelitarne łącze służy natomiast do dystrybucji informacji dotyczącej sytuacji na rynku (m.in. aktualne ceny, obroty, wartości indeksów). Takie informacje rozsyłane są do KPWiG, KDPW, domów maklerskich czy agencji informacyjnych.

- Instytucje finansowe korzystają z łączności satelitarnej, bo jest ona najszybsza i najbardziej wydajna. Cechą charakterystyczną dla komunikacji satelitarnej jest jednak wrażliwość na pogodę - mówi Marcin Mizgalski, dyrektor marketingu GPW. - Giełda i domy maklerskie są do tego dobrze przygotowane. W razie problemów z odbiorem sygnału satelitarnego po stronie brokerów, GPW automatycznie podejmuje decyzję o przejściu z drogi satelitarnej na zapasową sieć naziemną. Zdarza się to sporadycznie, w ciągu roku kilka razy, a cała procedura trwa nie dłużej niż 5 minut - tłumaczy. Dodaje, że podobne sytuacje mają miejsce na wszystkich światowych giełdach i takie przełączenie jest standardową procedurą. - Wczorajsza operacja odbyła się płynnie. Ryzyko, jakie ponoszą inwestorzy, jest minimalne czy wręcz zerowe - uważa M. Mizgalski.