Jak Pańskim zdaniem można odwrócić negatywny trend w ubezpieczeniach rolnych w Polsce? Sytuacja z roku na rok się przecież pogarsza.
Oczywiście, że ten trend można odwrócić. Wystarczy zmienić sposób dystrybucji tych ubezpieczeń - oprzeć ją na zasadzie wzajemności, czyli towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych (tuw). Nasza uczelnia przygotowała stosowny projekt ustawy o samorządowych ubezpieczeniach rolnych.
Na jakim poziomie miałyby być tworzone takie związki? Czy byłyby to gminy?
Nie, o stopień wyżej. Naszym zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłyby samorządowe tuwy działające na obszarze danego powiatu. Na poziomie gminy powstałyby struktury podlegające pod powiatowy tuw, tzw. związki wzajemności członkowskiej, zajmujące się akwizycją ubezpieczeń oraz wstępną likwidacją szkód. Poza tym dysponowałyby one częścią funduszu prewencyjnego, z przeznaczeniem tych środków na rozwój infrastruktury gminnej, m.in. na remonty dróg, mostów, utrzymanie na odpowiednim poziomie technicznym rowów melioracyjnych i przepustów.
Nie obawia się Pan, że dochodziłoby do wyłudzeń odszkodowań. Przecież w ten sposób rolnicy staliby się sędziami we własnej sprawie. Jaki problem, żeby "podrzucić" ubezpieczonemu sąsiadowi padłą krowę i otrzymać odszkodowanie. Także właściwe szacowanie ryzyka, które przecież jest podstawą do wyliczenia składki, nie jest sprawą łatwą, zwłaszcza że poziom wykształcenia polskich rolników jest ciągle bardzo niski.