Wobec niektórych spółek i niektórych ich właścicieli trzeba będzie chyba zastosować metody wychowawcze zaproponowane ostatnio przez Polski Związek Piłki Nożnej. Nie wiem, na ile szczere są intencje związku piłki kopanej, ale metoda wycinania dożywotniego spółek (czytaj: klubów) i inwestorów (czytaj: piłkarzy) bardzo przypadła mi do gustu.
Oczywiście, w żadne nawrócenie i oczyszczenie zarówno w polskiej piłce, jak i w spółkach giełdowych nie wierzę. Niemniej nie można wykluczyć, że jeśli nie zadziała bat w postaci zobowiązania (nawet bardziej honorowego niż formalnego) do wypełniania zaleceń, ktoś (Komisje, jakiś Sąd Giełdowy) wreszcie powinien zacząć karać, palić, łajać i kopać. Byle tylko nie zatrzymał się w płotkach. Takich jak chociażby "kopacze", z których - słusznie czy nie - uczyniono kozły ofiarne naszej szemranej ligi piłkarskiej.
Nie przepadam za nadmiarem regulacji, a co za tym idzie nie jestem amatorem nadmiaru sankcji. Niemniej wydaje się, że dyscyplinowanie i cywilizowanie spółek na naszym parkiecie będzie musiało przebiegać mniej więcej tak, jak porządki rozpoczęte (miejmy nadzieję...) w polskiej lidze. Na korzyści z upowszechniania reguł corporate governance będziemy musieli poczekać zapewne nawet i kilka lat. A na razie sytuację trzeba jakoś opanować.
Może więc wrócić do pomysłu karnego wykluczania z obrotu spółek, które przynoszą wstyd giełdzie i szkody inwestorom? Nawet jeśli liczba emitentów spadłaby wydatnie, to taka "czystka" pozwoliłaby uniknąć powtórek żenujących historii (vide: polityczna hucpa 4Media). Bo parkiet, tak jak piłkarska ekstraklasa, nie może być bezładną zbieraniną. Zniechęca to potencjalnych inwestorów i bynajmniej nie motywuje ewentualnych nowych emitentów.
Atutem polskiej ligi piłkarskiej powinna być jakość i kwalifikacje graczy, a nie liczba zespołów. Nie inaczej jest z giełdą. Osobiście dopuszczam myśl nawet o wyrzuceniu i połowy firm, jeśli byłoby to konieczne dla przywrócenia wiarygodności rynku. Odchudzanie przydałoby się zarówno lidze piłkarskiej, jak i giełdzie. n