Kończący się sezon ogórkowy ubarwiła awantura o tzw. Raport otwarcia. Był to pospiesznie sporządzony, na zamówienie gabinetu Millera, czarny obraz spustoszenia gospodarstwa Skarbu Państwa pod rządami Buzka. Doszło do ostrej wymiany zdań, sprowokowanej przez doniesienia i przecieki z NIK, kwestionujące wiarygodność dokumentów źródłowych. Nastąpiła więc kolejna runda porachunków politycznych, ale zabrakło wniosków dotyczących samej natury zjawiska. A zjawisko ma na imię kapitalizm polityczny i ma w Polsce stałe grono zwolenników po lewej i po prawej stronie.

Powinien zostać wytropiony i rozliczony mechanizm powstania nieszczęsnego "Raportu otwarcia". Ku przestrodze! Była to bowiem polityczna hucpa - brzydki donos na poprzedników, odzwierciedlający upadek politycznych obyczajów w Polsce. Pół biedy, gdyby to była robota gabinetów politycznych. Są one funta kłaków warte i do niczego innego się nie nadają. Gorzej, że do tej brzydkiej roboty zaprzęgnięto świeżo mianowane zarządy spółek Skarbu Państwa. Jesienią i zimą 2001 roku rząd Millera dokonał po swojemu nomenklaturowej czystki, a pierwszym zadaniem, jakie otrzymali uczestnicy tej karuzeli stanowisk, było szukanie haka na poprzedników. Trudno wyobrazić sobie lepszy sposób demoralizacji kadry zarządzającej! Tak narodził się czarny portret nadużyć w PAIZ, PZU, Ciechu, KGHM, górnictwie i hutnictwie oraz innych sztandarowych przyczółkach państwowej własności w gospodarce. O ile w przypadku PZU odzwierciedlał część ponurej prawdy, to w całości miał charakter zwykłego pomówienia. Stało się to jasne już na początku 2002 roku, kiedy pomawiani ludzie prostowali na forum sejmowej Komisji Skarbu Państwa oczywiste nieprawdy i sfabrykowane zarzuty. Odsłonił się już wówczas charakter tej politycznej prowokacji.

Ale raport, chociaż naciągany, mówił o autentycznej chorobie, jaką wywołuje styk polityki i gospodarki. Odsłaniał patologię znaną i rozpoznaną w wielu krajach świata, gdzie rozległy sektor publiczny jest siedliskiem niegospodarności, partyjnych nadużyć i korupcyjnych pokus. Taka jest bowiem natura kapitalizmu politycznego. Paradoks "Raportu otwarcia" polega na tym, że ów czarny obraz malowała koalicja, która nie myślała prywatyzować, czyli umniejszać sfery politycznych wpływów! Konserwując kapitalizm państwowy opisała sidła, w jakie sama dobrowolnie wpada, prowokując nowe rozliczenia po kolejnej zmianie warty. Ani wtedy, gdy rząd Millera użył obosiecznej broni donosu, ani teraz, gdy wychodzi na jaw skala nadużycia, nie padło hasło prywatyzacji. Zatem, w miejsce recepty, pozostajemy w kręgu bezpłodnej bitwy na raporty rządowe.