Małgorzata Pomianowska, rzecznik prasowy NIK, potwierdza, że kontrola już się rozpoczęła. NIK ma zbadać przede wszystkim, czy nie doszło do nadużyć w procesie prywatyzacji sektora paliwowego. Inspektorzy będą starali się dowiedzieć, czy podczas przygotowań firm do prywatyzacji, ich zarządy i rady nadzorcze działały na korzyść spółek. Poza tym będą chcieli ustalić, czy podczas prywatyzacji w odpowiedni sposób były zabezpieczone interesy państwa. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo energetyczne kraju. Zbadane zostaną również podpisane już umowy prywatyzacyjne pod kątem tego, czy inwestorzy wywiązali się z zobowiązań. Kontrolerzy NIK będą też próbowali policzyć wydatki poniesione na restrukturyzację firm przeznaczonych do prywatyzacji. Mają również zwrócić uwagę na to, czy wnioski z wcześniej przeprowadzonych kontroli zostały wdrożone przez spółki.

NIK interesuje się m.in. Orlenem, Grupą Lotos oraz Naftą Polską i częścią resortu skarbu, która jest odpowiedzialna za sektor paliwowy. - Pracownicy NIK zbierali interesujące ich materiały - potwierdza Krzysztof Mering, rzecznik prasowy Nafty Polskiej. Również Marcin Zachowicz, przedstawiciel Grupy Lotos, potwierdził, że w gdańskiej spółce trwało analizowanie dokumentów przez NIK. Paweł Poręba z biura prasowego Orlenu również przyznaje, że w płockim koncernie przebywa kontroler.

Pierwsze efekty prac Izby poznamy za około 2-3 miesiące. Wtedy kontrolerzy przedstawią wstępne wnioski, a strony będące przedmiotem kontroli będą się mogły do nich ustosunkować. Po przeanalizowaniu zgłaszanych uwag, NIK sporządzi końcowy raport, którego publikację przewidziano na koniec pierwszego kwartału przyszłego roku.