Rządowe propozycje zmian w systemie podatkowym przewidują nieznaczne obniżenie podatków przy jednoczesnej likwidacji większości ulg i odliczeń. Zdaniem ministra finansów Andrzeja Raczki, ma to uprościć system i spowodować zmniejszenie fiskalizmu państwa.
Minimalny spadek
Od początku przyszłego roku podatek dochodowy od osób prawnych (CIT) zostanie zmniejszony z 27 do 19%. Jednocześnie jednak zniesiono ulgi oraz podniesiono z 15 do 19% stawkę podatku od dywidendy. Obowiązywać zacznie także 19-proc. podatek od dochodów kapitałowych. Korekcie ulegną także podatki PIT. Stawki i progi dla osób fizycznych pozostaną na dotychczasowym poziomie, a kwota wolna wzrośnie z 2790 zł do 3168 zł. Utrzymano możliwość wspólnego opodatkowania małżonków i osób samotnie wychowujących dzieci oraz prawa nabyte. Pogorszeniu ulegnie sytuacja firm rozliczających się według zasad PIT. Także w ich wypadku stawki pozostaną na obecnym poziomie, a stracą ulgi i odliczania. MF chce dodatkowo opodatkować zysk, jaki wypracują szkoły niepubliczne. W ramach reformy systemu przewidziano także zmiany w podatkach pośrednich. Wzrosną stawki VAT-u na niektóre towary i usługi, np. w budownictwie czy na pomoce naukowe.
Ekonomiści są zawiedzeni
W ocenie ekspertów zmiany zaproponowane przez rząd oznaczają w rzeczywistości podniesienie obciążeń fiskalnych. W przypadku podatku PIT podwyżka - zamrożenie stawek przy odebraniu ulg - jest oczywista.