W II kwartale br. europejski oddział Forda odnotował stratę przed opodatkowaniem w wysokości 525 mln USD. Był to główny powód niedawnej dymisji poprzedniego prezesa Martina Leacha. Niewątpliwie wybór Lewisa Bootha na jego następcę to w dużym stopniu zasługa jego udanej działalności w Mazdzie, gdzie pełnił funkcję dyrektora generalnego przez 14 miesięcy. Do japońskiego koncernu przyszedł niedługo po odnotowaniu przez firmę rekordowej straty w marcu 2001 r. Dzięki zredukowaniu zatrudnienia o jedną piątą i zmniejszeniu produkcji, piąty co do wielkości w Japonii wytwórca samochodów prognozuje na ten rok 24-proc. wzrost zysków, a jego zadłużenie spadło do 404 mld jenów i jest mniejsze o dwie trzecie niż siedem lat temu.
Teraz podobnych wyników oczekuje się od L. Bootha w Fordzie. Europejski oddział w pierwszej połowie br. odnotował spadek sprzedaży o 4,4%, podczas gdy średnio w całej branży zmniejszyła się ona na Starym Kontynencie o 2,6%. Sprzedaż aut pod marką Ford spadła o 3,7%, a pod innymi markami należącymi do potentata z USA, czyli Volvo i Jaguar, odpowiednio o 8% i 15%. Udział amerykańskiego koncernu w europejskim rynku samochodowym zmniejszył się do 11,3%, z 11,5% w końcu ub.r.
Analitycy spodziewają się, że L. Booth skoncentruje się przede wszystkim na zredukowaniu kosztów działalności firmy. - Jakikolwiek plan naprawczy przedstawi nowy prezes, z pewnością będzie on zakładał duże oszczędności - twierdzi cytowany przez Bloomberga David Healy, analityk z biura maklerskiego Burnham Securities, które w swoim portfelu posiada m.in. walory koncernu z Detroit. Jego zdaniem, bardzo istotne będzie też wprowadzenie nowych modeli, które - poza średniej wielkości Focusem, nie sprzedają się najlepiej.