Kupujący byli w stanie jeszcze tylko rozpocząć wtorkowe notowania na wysokim poziomie. Przez resztę tygodnia przeważała podaż. W sumie oprócz NIF, wszystkie indeksy zakończyły tydzień na minusie. Dwa i pół raza więcej spółek spadło niż wzrosło. Niektóre traciły znacząco. Walory PKN i Pekao zostały przecenione o ok. 5% i 7%, zabierając zysk inwestorom, nabywającym je przez ostatnie dwa tygodnie. To wyraźny sygnał, że jesteśmy świadkami trwalszego przesilenia w segmencie firm o największej kapitalizacji. Paliwowemu koncernowi nie pomogły informacje o tym, że Jan Kulczyk rozważa zwiększenie swojego 5,7-proc. udziału w spółce. Chyba bardziej na wyobraźnię inwestorów podziałały słowa najbogatszego Polaka, że dla akcjonariuszy najważniejsze są wyniki finansowe. Te są dobre, choć zawsze mogłyby być lepsze - skomentował J. Kulczyk. Decyzję o dokupowaniu akcji PKN uzależnił od uznania tego za dobrą inwestycję. Teraz można przyjąć, że brak w najbliższym czasie komunikatu o nowych zakupach J. Kulczyka, będzie oznaczał, że z analiz wyniknęło, iż jednak nie jest to dobra inwestycja.
W tym kontekście można przypomnieć majową wypowiedź George'a Sorosa, milionera i jednego z najbardziej znanych inwestorów giełdowych. Powiedział on, że wartość dolara nadal będzie spadać w stosunku do innych walut światowych, szczególnie euro. Było to na kilka dni przed ustanowieniem przez dolara dołka notowań. Od tamtego czasu jego cena wzrosła blisko o 8%. Reakcja rynków w dniu opublikowania słów Sorosa była taka sama, jak w przypadku J. Kulczyka - ruch kursu w przeciwnym kierunku.
Spektakularne zwyżki kursów odnotowały w połowie tygodnia wytwórca sprzętu AGD Amica (wzrost na jednej sesji o 12%), bank DB24 (w dwie sesje cena zwiększyła się o ok. 70%, a licząc po kursach z zamknięcia o 40%) i producent urządzeń elektroenergetycznych ZPUE Wypychewicz (przez trzy dni kurs poszedł w górę o ponad 35%). Obie firmy łączy to, że dotąd prawie nic nie zyskały na poprawie koniunktury na giełdzie.
Obligacje i waluty
Notowania złotego i obligacji zdominowały doniesienia o kształcie przyszłorocznego budżetu. Nadzieje na choćby niewielkie obniżenie deficytu zostały rozwiane. Nie będzie on mniejszy niż 45,5 mld zł. To zapowiada utrzymanie dużej podaży papierów skarbowych, powodując presję na spadek ich cen. Powodów do oczekiwania na ponowny wzrost kursów nie daje sytuacja na rynkach światowych, gdzie obligacje również są w niełasce. Niska rentowność polskich papierów nie przyciąga inwestorów zagranicznych, tym bardziej że w niedalekiej perspektywie widać koniec cyklu obniżek stóp procentowych przez RPP. Znajduje to odbicie w kondycji złotego. Od pięciu tygodni traci on wobec dolara (przez minione pięć dni obniżył swoją wartość o 2,5% na rynku międzybankowym), po miesięcznej stabilizacji zaczął zniżkować także wobec euro (przez ostatni tydzień kurs spadł o 1,9%). Jest to tym bardziej niepokojące, że ostatnio rosły waluty krajów wykazujących najmocniejsze oznaki ożywienia gospodarczego (np. USA i Japonia). Prowadzona przez nasz rząd polityka fiskalna grozi obniżeniem ratingów wiarygodności kredytowej Polski. Gorsze oceny naszego kraju na arenie międzynarodowej są niebezpieczne w sytuacji, gdy zbliża się okres spiętrzenia płatności rat od zadłużenia zagranicznego.