Resort finansów nie ma szczęścia do emisji obligacji 20-letnich. Na poprzednim przetargu, który odbył się w lutym, odrzucił wszystkie oferty inwestorów i nie sprzedał ani jednego papieru (popyt wyniósł 924 mln zł, wobec 1 mld zł podaży). Tym razem chciał zaoferować 20-latki o wartości od 0,5 mld do 1 mld zł.
Czy to oznacza, że ministerstwo za wcześnie podjęło decyzję o emisji papierów o tak odległym terminie wykupu? - Bardzo dobrze, że są takie obligacje i bardzo dobrze, że resort może sobie pozwolić na wstrzymanie emisji, jeśli warunki nie są sprzyjające. To oznacza, że nie jest pod presją, aby sprzedawać wszystko i po każdej cenie - twierdzi Jarosław Dyrała, dealer obligacji z Deutsche Banku. Przyznaje jednak, że dwudziestolatki są bardzo mało płynne (do tej pory sprzedano papiery o wartości 1,4 mld zł). Trafiły one w większości do portfeli różnego typu funduszy - inwestycyjnych czy ubezpieczeniowych - nie ma ich natomiast w aktywach banków.
Kiepska sytuacja na polskim rynku obligacji utrzymuje się mniej więcej od początku czerwca. - Inwestorzy nie spieszą się z zakupem polskich papierów, bo oczekują znaczącego wzrostu wartości emisji w przyszłym roku - mówi J. Dyrała. Rentowność najchętniej nabywanych przez graczy zagranicznych papierów pięcioletnich praktycznie się wczoraj nie zmieniła i wyniosła 5,57%.
W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Finansów oferowało obligacje dwuletnie. Na głównym przetargu sprzedało papiery o wartości 2,5 mld zł, a na aukcji dodatkowej - za 1 mld zł (pierwotnie planowano, że oferta wyniesie 500 mln zł). W tym miesiącu resort planuje też wystawić na sprzedaż pięciolatki o wartości 1,8-2,8 mld zł.
Wczoraj MF przeprowadziło cotygodniową aukcję bonów skarbowych. Oferowało papiery roczne o wartości 800 mln zł i 13--tygodniowe za 400 mln zł. Cała pula została sprzedana. Średnia rentowność bonów 52-tygodniowych była jednak wyższa niż przed tygodniem (wzrost z 4,89% do 4,91%).