Europejczycy stoją przed koniecznością znacznego ograniczenia subsydiów rolniczych. Rejestr zastrzeżonych nazw towarów ma więc w założeniu chronić interesy drobniejszych producentów żywności oraz gwarantować jakość produktów uważanych za luksusowe. Bruksela chce także utrzymać obecny trend. W ostatnich latach eksport do USA żywności o zastrzeżonych nazwach towarowych rósł w bardzo szybkim tempie.

Propozycja Brukseli utworzenia globalnego systemu rejestracji nazw towarów zastrzeżonych wywołała po drugiej stronie oceanu ogromne kontrowersje. - To wielki przekręt - podsumował wysiłki UE kongresmen Bob Goodlatte, przewodniczący Komisji Rolnictwa w Izbie Reprezentantów. Praktyczne wcielenie jej w życie oznaczać będzie miliardy dolarów strat dla amerykańskich producentów, którzy zostaną zmuszeni do zmiany nazw swoich produktów.

Na przykład tylko koncern Kraft Foods sprzedaje 27 tys. ton parmezanu rocznie. To nie jedyny zresztą produkt objęty europejską listą, produkowany przez Kraft. Unia Europejska domaga się także zakazu używania zanglicyzowanych wersji zastrzeżonych towarów albo dołączania do nich różnych przyrostków (np. Bordeaux-style czy feta-style). Nie pozostawia to wielkiego pola do ewentualnych negocjacji.

Przeciwnicy zmian uważają, że tak zwana "krótka lista" Brukseli ulegać będzie rozszerzeniu. W UE chronionych jest bowiem aż 4200 nazw alkoholi i ponad 600 znaków towarowych produktów mięsnych, serów, oliwek i innych potraw. Zaniepokojenia nie ukrywa koncern Anheuser-Busch, największy producent piwa na świecie, który obawia się, że po rozszerzeniu UE, Europejczycy mogą zastrzec sobie nazwę "Budweiser". Samą wartość tego znaku handlowego ocenia się w USA na 12 mld USD. Producenci wina z Kalifornii obawiają się, że w przyszłości Europejczycy zaczną mieć pretensje nie tylko do nazw ich trunków, ale także do kształtu używanych butelek, naśladujących francuskie wzory.