Tydzień zaczął się wzrostem, ale zapału bykom wystarczyło tylko na jeden dzień. Już we wtorek do akcji przystąpiła podaż. Nie oddała ona przewagi aż do samego końca. Korekta spadku pogłębiła się do poziomu wsparcia na 1500 pkt. Końcówka piątkowej sesji mogłaby sugerować, że to jeszcze nie koniec i przed nami dalsza zniżka. Nie jest to jednak takie pewne.

Oczywiście, ostatnie dni na wykresie 60-minutowym wykreśliły trend spadkowy i tego należy się trzymać. Jednak rynek nie byłby sobą, gdyby nie dostarczał argumentów dla obu stron. Na co liczyli piątkowi kupujący? Przez większą część sesji na formację podwójnego dna, która została wykreślona w czwartek. Przez niemal całą ostatnią sesję wahania utrzymywały się nad linią wybicia tej formacji. Miała ona być początkiem większego odreagowania ostatnich spadków, a kto wie, może nawet powrotu do trendu wzrostowego. Ten koronkowy plan niestety się nie powiódł. Przeszkodziły w tym na pozór słabsze dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w USA. Na pozór słabsze, gdyż nie licząc rynku samochodowego, to nie było tak źle. To już jednak w niczym nie pomogło. Przełamane wsparcie uruchomiło falę podaży. W efekcie sesja zamknęła się tuż nad minimami spadków.

W piątek rynek nie zanotował nowych minimów - to jest właśnie nadzieja byków. Posiadacze długich pozycji liczą na utrzymanie się wsparcia, jakie strefa 1480-1500 pkt. To tu mamy 38,2-proc. zniesienie całego wzrostu od jesieni ubiegłego roku do poprzedniego wtorku. To są także poziomy konsolidacji z połowy sierpnia. Można przypuszczać, że duch odbicia osłabnie, gdy właśnie ta strefa zostanie pokonana przez niedźwiedzie.