Wczorajsza sesja zapewne rozczarowała zarówno inwestorów używających analizy technicznej, jak i zagraniczne fundusze. Wrześniowa seria rozpoczęła się 16-punktową luką, dając tym samym sygnał do dalszych wzrostów, wynikających z kilkudniowej formacji podwójnego dna. Ci, którzy we wtorek obserwowali zaskakujący gwałtowny wzrost węgierskiego rynku i po raz kolejny analogiczne zachowanie naszego parkietu, nie mieli wątpliwości, że na nasze giełdowe parkiety ponownie zawitali zagraniczni inwestorzy. Mimo takiego wsparcia, realizację podwójnego dna kontrakty zakończyły już 18 pkt powyżej otwarcia, ruszając do mocnego spadku. Znowu analogicznie do rynku węgierskiego.

Trudno zgadywać, czy ruch miał być kolejną falą wzrostową, czy jedynie umiejętną dystrybucją akcji zagranicznych funduszy, ale wiadomo, co go tak gwałtownie przerwało. Wszyscy bacznie obserwowali wczorajsze poranne mocne osłabienie złotego, które zabiera zagranicznym inwestorom giełdowe zyski. Do tego wszyscy mają w pamięci ostatnie rządowe zaproszenia walutowych spekulantów, którym politycy niemal sami sugerują sprawdzenie górnej granicy bólu dla deficytu budżetowego (uzależnionego od kursu euro).

Taka atmosfera pogłębia tylko nerwowość na rynku i nie zachęca do stawiania jasnych prognoz. Z jednej strony nad rynkiem wisieć będzie widmo dalszego osłabienia złotego i z reguły bezlitosnej zagranicznej podaży. A z drugiej strony nad szczytami z 2002 roku ustawią się niemal wszystkie polskie fundusze inwestycyjne, które nawet przy świadomości przesadzonych ostatnich wzrostów, nie mogą dopuścić do głębszych spadków, zmieniających bieg napływającej do nich rzeki pieniędzy. Wygląda na to, że na kolejnych sesjach szykuje się więcej chaosu i nagłych rynkowych zmian niż trwałego trendu.