Prokurator oskarżył instytucje o stosowanie dwojakiego rodzaju praktyk. Pierwsza z nich nie jest nielegalna, a polega na szybkim kupowaniu i sprzedawaniu jednostek uczestnictwa (tzw. timing) - najczęściej dzień po dniu. Fundusze starają się bronić przed tego typu operacjami, gdyż przynosi to straty ich klientom. Prokurator Spitzer zarzuca Canary, że zawarł umowę z funduszami powierniczymi, która pozwalała mu na ten proceder. Normalnie fundusze już w swoich prospektach emisyjnych deklarują, że będą zniechęcać lub wręcz zabronią obracania ich udziałami spekulantom. Żadna instytucja nie zgodziłaby się zatem na takie praktyki, jeśli sama nie miałaby z tego korzyści. Według akt sprawy, Canary w zamian inwestował miliony dolarów w fundusze obligacyjne partnerów. W ten sposób zwiększały się aktywa BoA i pozostałych podmiotów, a przy okazji zarabiały one na prowizjach.
Druga z praktyk była nielegalna. Akta śledztwa dokładnie wyjaśniają, jak przez trzy lata Canary przy pomocy brokera Theodora Sihpola, jednego z brokerów BoA, wykonywał tzw. transakcje po godzinach. Cała procedura rozpoczynała się przed godz. 16.00 czasu nowojorskiego. Wówczas faksem bądź e-mailem Sihpol otrzymywał od Canary dyspozycje potencjalnego zakupu jednostek funduszy powierniczych. W USA są one wyceniane raz dziennie - o godz. 16.00 czasu nowojorskiego - w oparciu o wartość aktywów netto (net asset value - NAV). Po otrzymaniu dyspozycji od Canary, broker wypisywał blankiety zleceń, stemplował je jako otrzymane przed godz. 16.00, odkładał na bok i czekał na dalsze instrukcje.
To opóźnienie dawało Canary możliwość zapoznania się np. z wynikami spółek, które zostały opublikowane po sesji, czy innymi informacjami, jakie mogłyby wpłynąć na rynek i zmienić wycenę jednostek w następnym dniu. Mając już rozeznanie Canary decydował, które blankiety Sihpol ma zniszczyć, a które przesłać do departamentu clearingowego do rozliczenia. W ten sposób fundusz hedgingowy kupował po ustalonej wcześniej cenie, mając już rozeznanie, ile może na tym zarobić. Działania te Spitzer określił jako "obstawianie zakładów na wyścigach konnych w momencie, gdy konie minęły już metę".Współpraca, którą wymyślił
Edward Stern
Współpraca BoA i Canary posunęła się tak daleko, że w biurach funduszu bank zainstalował w kwietniu 2001 r. elektroniczny system handlu, który pozwalał Canary obracać jednostkami uczestnictwa setek innych funduszy - i to aż do 18.30, czyli 2,5 godziny po zamknięciu rynku. Dodatkowo BoA przyznał firmie linię kredytową w wysokości 300 mln USD na finansowanie handlu.
Według Spitzera, mózgiem wszystkich operacji był Edward Stern, główny menedżer w Canary Capital Partners. Jest on synem Leonarda Sterna, najbogatszego Amerykanina w latach 80. według Forbesa. Początkowo Edward prowadził biznesy ojca, czyli produkował karmę dla zwierząt i obracał nieruchomościami, ale od końca lat 90. zainteresował się działalnością w funduszach. Od 2000 r. całkowicie poświęcił się prowadzeniu Canary.