Według planów, PKE powinno wejść na giełdę w czwartym kwartale przyszłego roku. PKE to obecnie największy w kraju producent energii. Grupuje osiem elektrowni i elektrociepłowni z południa Polski. Spółka po pierwszym półroczu osiągnęła dobry wynik finansowy (124,9 mln zł zysku netto). Firma nie przeniesie jednak tak dobrych rezultatów na pozostałą część roku. Zdaniem Jana Kurpa, prezesa PKE w związku z pogorszeniem warunków rynkowych spodziewa się on wyniku netto zbliżonego do ubiegłorocznego poziomu, kiedy zysk netto wyniósł 68,8 mln zł. Firma jest w dość komfortowej sytuacji, obecnie bowiem już mniej niż połowa sprzedawanej przez PKE energii objęta jest kontraktami długoterminowymi z PSE. Ok. 30% to kontrakty dwustronne z odbiorcami, a niespełna 1% trafia na giełdę energii. PKE reinwestuje zyski i przygotowuje się do wybudowania w EL Łagisza, kosztem 1,6 mld zł, bloku energetycznego o mocy 460 MW zasilanego kotłem o parametrach nadkrytycznych (wysoka wydajność przy niskim zużyciu paliwa).
Na wyniki koncernu w niedługiej już przyszłości mogą wpłynąć kolejne konsolidacje, jakie ma zamiar przeprowadzić resort skarbu. Potencjał firmy ma być zwiększony do ok. 7000 megawatów, co oznacza wzrost mocy blisko o 40%. Planowane jest połączenie PKE, z Elektrownią Stalowa Wola oraz elektrociepłowniami w Bytomiu, Zabrzu i Tychach. Dzisiaj już niemal na pewno wiemy, że do struktur PKE zostanie włączona Elektrownia Kozienice razem z kopalnią węgla kamiennego Bogdanka. Planowane połączenia wpłyną na istotne zwiększenie przychodów grupy.
W przyszłym roku wysoko na liście powinna znaleźć się Enea, która powstała w styczniu 2003 roku wskutek konsolidacji pięciu firm dostarczających energię (Energetyki Poznańskiej, Szczecińskiej, Zakładu Energetycznego Gorzów, Zakładu Energetycznego Bydgoszcz oraz Zielonogórskich Zakładów Elektroenergetycznych). Powstanie Enei było pierwszym etapem konsolidacji krajowego podsektora dystrybucji energii elektrycznej. Firma może być też pierwszą z tej subbranży, która zadebiutuje na GPW.
BOT z opóźnieniem
Resort skarbu deklaruje, że chce utworzyć do końca roku koncern energetyczny BOT, złożony z elektrowni Bełchatów, Opole i Turów oraz dwóch kopalni węgla brunatnego (Bełchatów i Turów). Nowy podmiot osiągałby ok. 8 mld zł przychodu. Są jednak przeszkody. Koncern raczej nie powstanie wcześniej niż rząd ostatecznie nie zlikwiduje kontraktów długoterminowych ? co nie będzie łatwe. Sprzeciwiają się temu banki oraz inwestorzy zagraniczni w polskich elektrowniach. Opóźnienia w powstaniu BOT oznaczają, że koncern nie pojawi się planowo na GPW. Pierwotnie 10?25% akcji BOT miało trafić na giełdę na przełomie 2005?2006 roku.PGNiG też z poślizgiem
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo też nie trafi planowo na GPW. Zarząd firmy rozważa bowiem możliwość odłożenia wydzielenia spółki poszukiwawczo-wydobywczej o rok lub dwa lata, jeśli obligatariusze nie zgodzą się na zmiany w prospekcie emisyjnym euroobligacji. Zgodnie z obecnie obowiązującym harmonogramem, spółka poszukiwawczo-wydobywcza miała zostać wydzielona do końca 2003 roku. Firma obawia się, że wydzielenie obniży rating PGNiG i w efekcie obligatariusze mogliby zażądać wcześniejszej spłaty papierów dłużnych o wartości 700 mln euro. To mogłoby oznaczać bardzo poważne kłopoty finansowe, a nawet otarcie się o bankructwo. Kilka tygodni temu posiadacze euroobligacji odrzucili propozycje zarządu gazowego monopolisty. Zarząd zadeklarował, że przedstawi nowe w najbliższych dniach. Kłopoty z prospektem emisyjnym obligacji i de facto niemożność przeprowadzenia procesów restrukturyzacyjnych również oddalają debiut akcji spółki na warszawskiej giełdzie, który planowany był na przyszły rok.