Po gwałtownym i ultrazmiennym zakończeniu tygodnia inwestorzy mieli chyba nadzieję na spokojny początek tygodnia. Nic z tego jednak nie wyszło za sprawą komunikatu po spotkaniu grupy G-7 na temat systemu kursów walutowych. Silna przecena dotknęła amerykańskiego dolara; jen umocnił się do poziomu najwyższego od trzech lat. Zmiany te wywołały najwidoczniej zaniepokojenie o kondycję eksporterów dalekowschodnich oraz europejskich, przyczyniając się do gwałtownej przeceny cen akcji w Tokio (-4,2%) czy w Eurolandzie (nawet po -3,5%).
Na naszym podwórku przełożyło się to na równie silne spadki, które naruszyły osiągnięte w drugiej dekadzie sierpnia poziomy (np. 1500 punktów dla WIG20). A wydawało się, że jeszcze przez parę dni pozostaną one oparciem dla indeksów. Skoro jednak tak, to nie sądzę, żeby w najbliższym czasie rynek czymś pozytywnym nas zaskoczył... chyba że mnogością ofert na rynku pierwotnym (Impel) lub - co gorsza - tych z "odzysku": Polfa, TP i BACA.
A propos austriackiego banku - tu przyłączyłbym się do wąskiego zdaje się grona krytyków - o ile samo jego włączenie do notowań w Warszawie można oceniać pozytywnie, to uwzględnienie go w lokalnych indeksach zakrawa na absurd! Wypada mieć nadzieję, że inne spółki zagraniczne nie wpadną na pomysł rozpoczęcia notowań w Warszawie, bo w przeciwnym razie możliwe będzie, że w indeksie WIG20 zdołają się utrzymać jedynie 3-4 największe polskie spółki, a jego skład będzie po prostu przypadkowy.
Wracając do bieżącej sytuacji, pomimo spadku średnich cen już o 15% od szczytu wciąż nie widać możliwości odwrócenia tendencji. Podaż przestała być natarczywa, ale za to znikła chęć do kupowania akcji. Wkraczamy zatem w kolejną fazę spadku - zapewne już nie tak gwałtowną, ale bardziej przewlekłą i męczącą.
Zwróć uwagę: