A już myślałem, że coś się zmieniło! Parę posunięć, kilka wypowiedzi i od razu zacząłem wierzyć. Niestety, jest po staremu. Znowu okazałem się naiwniakiem.
Kilka miesięcy temu, jeszcze za bytności ministerialnej premiera Kołodki, obniżono akcyzę na alkohol. Efekt? Wpływy z tytułu tego podatku wyraźnie wzrosły. Kłania się krzywa Leffera. Jak przesadzimy z podatkami, to będziemy musieli zapomnieć o wyższych wpływach do budżetu. I odwrotnie. Niższa akcyza na alkohol doprowadziła do spadku cen w oficjalnym obrocie. Przestało się więc, przynajmniej niektórym, opłacać handlować na lewo. Wzrósł oficjalny, rejestrowany obrót - na tyle, że całkowite wpływy z podatku akcyzowego okazały się wyższe, niż wynikało z planu, w którym założono wyższą stawkę. W głowach pracowników ministerstwa zaświtał więc pomysł, aby akcyzę obniżyć jeszcze bardziej. Wskazywano już nawet terminy obniżek. I co? I nic. Okazuje się, że zamiast obniżek akcyzy mamy jej podwyżki. I na alkohol, i na papierosy, i na paliwa. Co prawda, niewielkie, powiedziałbym nawet śladowe, ale fakt jest faktem. Nauka poszła w las.
Niewiele się nauczyliśmy (dotyczy to głównie polityków) także w kwestii np. wydatków na urzędy centralne. To prawda, że są one w znacznej części niedofinansowane. Jednak w obecnej sytuacji finansów państwa, żądanie coraz większych środków na działalność nie jest, delikatnie mówiąc, polityczne. Skoro muszą być cięcia wydatków, a muszą, bo w przeciwnym razie w ciągu dwóch, trzech lat doprowadzimy do załamania finansów publicznych, to należy dać dobry przykład i zacząć od siebie. Niestety, ta zasada wciąż u nas nie ma zwolenników. Oczywiście, rozumiem, że wejście do Unii Europejskiej niesie ze sobą określone zobowiązania. Ale nie oznacza to, że niektórzy mają być zwolnieni z oszczędzania. Szczególnie fatalnie wygląda to wszystko w perspektywie ostatnich wystąpień społecznych.
Ale najbardziej kuriozalny pomysł dotyczy podniesienia kosztów działalności powszechnych towarzystw emerytalnych oraz firm ubezpieczeniowych. Oto bowiem Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych potrzebuje nowej siedziby. W związku z tym chce podnieść opłaty i przerzucić koszty finansowania budynku na towarzystwa ubezpieczeniowe i emerytalne. No cóż, po co szukać oszczędności, skoro można podnieść opłaty i w prosty sposób zebrać potrzebne środki. Ktoś powie: niech płacą, stać ich. No tak, ale pamiętajmy, że znowu tak naprawdę zapłacą za to klienci, a więc my wszyscy. Że to tylko kilkanaście milionów złotych, że to niewiele w ogólnej masie klientów tych instytucji? Cóż, ziarnko do ziarnka. Wciąż słyszymy o kolejnych próbach sięgania nam do kieszeni. Jak się to wszystko doda, to się okaże, że wyraźnie mniej nam zostanie. A miało być lepiej.