Reklama

Dolar osłabia rynki

Głównym bohaterem ostatnich dni jest dolar. Spadek jego wartości względem euro i jena spowodował przecenę na światowych rynkach akcji. Dotknęła ona również Warszawy. Wiele wskazuje na trwalsze - i dużo głębsze niż można było przypuszczać na początku miesiąca - osłabienie notowań. WIG20 może w tym tygodniu rozpocząć kolejną spadkową falę.

Publikacja: 27.09.2003 10:33

Inwestorzy nie znajdują aktualnie powodów do bardziej zdecydowanych zakupów. Dopóki trwała euforia, nikt nie zwracał uwagi na racjonalne argumenty. Jednak nastroje w bardzo krótkim czasie zmieniły się o 180 stopni. Od początku września mieliśmy w zasadzie jedną udaną dla byków sesję. Widać, że w zachowaniach inwestorów przeważają teraz obawy, a nie nadzieje związane z przyszłością. O ile jednak w pierwszej połowie miesiąca skłaniały one do wyprzedaży przewartościowanych akcji, to przez ostatnie dwa tygodnie jedynie zniechęcają do ich nabywania. W rezultacie WIG20 ustabilizował się na poziomie nieznacznie powyżej 1500 pkt. W tej sytuacji kluczowe jest pytanie, która ze stron rynku znajdzie powody do bardziej zdecydowanego działania. Jeśli będzie to podaż, przy słabym popycie obserwowanym we wrześniu, wywoła to znaczną przecenę.

Nawis podażowy

Przez cztery tygodnie WIG20 stracił ponad 200 pkt. Można się zastanawiać, czy to dużo czy mało. Biorąc pod uwagę tylko skalę sierpniowej zwyżki, nie tak wiele. Indeks w miniony poniedziałek znalazł się na najniższym poziomie od 20 sierpnia. Warto jednak zwrócić uwagę na jeden fakt. Właśnie od 20 sierpnia obroty na giełdzie zaczęły gwałtownie rosnąć. Okazuje się, że ci, którzy stali po stronie popytu w okresie wzmożonej wymiany akcji, teraz już nic na nich nie zarabiają. Wraz z wyraźnym spadkiem wartości WIG20 poniżej 1500 pkt zaczną tracić. A to może skłonić ich do wyprzedaży papierów. Równocześnie niepokojące jest to, że tak znaczący spadek indeksu nie jest traktowany jako dobra okazja do kupna. Są to cechy charakterystyczne dla trendu spadkowego.

Trwający od dwóch tygodni wyraźny odwrót od dolara wywiera presję na spadek kursów na światowych rynkach. Osłabienie amerykańskiej waluty wobec jena, skłoniło do pozbywania się japońskich walorów (Nikkei przez tydzień stracił ponad 5,5%), wobec euro zaś - do sprzedaży papierów europejskich firm (niemiecki DAX przez minione pięć dni obniżył się o 8%). Ucieczka od dolara została zinterpretowana jako wynik odpływu kapitału z USA i przełożyła się na zniżkę również na Wall Street (nie wspomina się już, że spadek wartości dolara jest korzystny dla eksporterów). Nie ma obecnie żadnych przesłanek, aby te tendencje miały się odwrócić. A to oznacza, że światowe parkiety są dopiero na początku fali spadkowej.

Obniżka wartości dolara w stosunku do wspólnej waluty powoduje wzrost kursu euro do złotego. Wiadomo, że ponad połowa polskiego długu publicznego jest denominowana w euro, a plany rządowe zakładają zbliżenie się do ostrzegawczej granicy 55% w relacji długu do PKB, przy założeniu ceny wspólnego pieniądza na koniec 2004 r. na poziomie 4,25 zł. Przekroczenie tej bariery spowodowałoby ogromne komplikacje. W tej sytuacji warto przytoczyć słowa Krzysztofa Rybińskiego, głównego ekonomisty BPH PBK: - Polska już stoi na krawędzi i wieje duży wiatr. Możemy albo zatrzymać się na niej, albo spaść w przepaść.

Reklama
Reklama

Groźne fundusze akcyjne

Kwestia problemów ze stanem naszych finansów publicznych ma jeszcze jeden aspekt. Pesymistyczny ton medialnych wypowiedzi ekonomistów może skłaniać część osób, które przeznaczyły w ostatnich miesiącach część oszczędności na zakup jednostek funduszy akcyjnych, do realizowania zysków. Przy jednoczesnym prawdopodobnym osłabieniu tempa napływu nowych środków do funduszy powodowałoby to konieczność sprzedaży przez nie akcji. To zaś mogłoby wywołać odwrotny efekt do sierpniowej gorączki zakupów. Z tego powodu warto uważnie przyjrzeć się statystyce napływu środków do funduszy akcyjnych za wrzesień. Pokaże ona, jak spadek cen na giełdzie i w ślad za nim wartości jednostek wpłynął na decyzje oszczędzających. nZłoty coraz słabszy

W piątek złoty spadł do najniższego poziomu w historii wobec euro. Za wspólną walutę płacono nawet 4,55 zł. - Jest bardzo, bardzo groźnie. Rynek nie jest przekonany, czy rząd zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji - tłumaczył agencji Reutersa powody wyprzedaży złotego Gavin Gray, analityk do spraw rynków wschodzących w banku HSBC. Dariusz Rosati, członek RPP, uspokajał, że piątkowe osłabienie naszej waluty miało nietrwały charakter i wynikało z obaw o to, czy rząd istotnie dokona niezbędnych cięć, pomagających uzdrowić finanse publiczne.

Złoty stracił w piątek do euro blisko 1%, we wrześniu 4,1%, w tym roku 13%, od końca 2001 r. zaś 28,7%.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama