Skarb Państwa nie jest poważnym akcjonariuszem spółek publicznych. Nie zdaje sobie bowiem sprawy, że zbyt często porusza się na giełdzie jak słoń w składzie porcelany. Cierpią na tym inwestorzy. Ci sami, od których państwo chciałoby uzyskać pieniądze, oferując im akcje prywatyzowanych firm.
Skarb Państwa od dawna psuje giełdę, co chwila zasilając różne firmy czy agendy akcjami notowanych spółek, nie bacząc na to, jakie to ma skutki dla ich kursów. Widocznie inaczej nie potrafi. Zawsze łatwiej coś popsuć niż zbudować. A ostatnio, jak wiadomo, w przypadku giełdy niewiele państwo "buduje", zwłaszcza jeśli chodzi o podaż.
Sprawa Kompanii Węglowej przypomina zmorę, która od dawna unosi się nad rynkiem. Co pewien czas urzędnicy różnych ministerstw przebąkiwali o kolejnym dofinansowaniu molocha giełdowymi akcjami, siejąc popłoch wśród inwestorów. No i stało się.
Kompania dostała papiery, ale ile i których spółek - nie wiadomo. Minister Hausner trzyma język za zębami i tłumaczy, że "ze względu na potrzebę utrzymania ich ceny" nie może nic powiedzieć.
Czyli sprawa poufna. Wiadomo, jak to ze sprawami poufnymi w naszym kraju bywa: tu wycieka, tam przecieka. Niby tajemnica, a wszyscy wszystko wiedzą. Albo prawie wszyscy - wtajemniczeni. Oczywiście, w tym przypadku wie Skarb Państwa i jego rozliczni urzędnicy, górnicy, czy też raczej urzędnicy z Kompanii, też zapewne wiedzą. Minister przecież mówi o dokapitalizowaniu w trybie dokonanym. Pośrednicy - biura maklerskie prowadzące rachunki papierów wartościowych - też musieli słyszeć, co w trawie piszczy. Kto zatem nie wie- Drobni inwestorzy. Ci występują w roli ciuciubabki. Niech próbują zgadnąć. Na wszelki wypadek będą pewnie sprzedawać papiery wszystkich spółek, w których - na ich nieszczęście - państwo ma spore udziały.