Przedstawiciele rządu wymyślają coraz to nowe teorie na temat tego, dlaczego inwestorzy zagraniczni wycofują się z Polski. Słyszymy więc, że jest to efekt spadku oczekiwań na obniżkę stóp procentowych, jakichś niezrozumiałych spekulacji, czy też wypowiedzi bardziej prominentnych przedstawicieli NBP lub analityków rynkowych. Na pewno każdy z tych czynników ma znaczenie. Ale czy się to komuś podoba czy też nie, głównym powodem wyraźnego wzrostu rentowności (czy też, jak kto woli, spadku cen) papierów skarbowych i znacznego spadku wartości złotego jest oddalanie się perspektyw naprawy finansów publicznych. To nie wypowiedzi tego czy innego członka Rady Polityki Pieniężnej, przedstawiciela NBP albo analityka rynkowego są głównym powodem tego, że inwestorzy zagraniczni zamykają swoje pozycje. Dodajmy, że nie wszyscy. Mało tego, ci najwięksi wciąż jeszcze są w naszym kraju i czekają na rozwój sytuacji. Są jednak coraz mniej spokojni.
Brak konkretów
Problemem jest to, że idziemy w niebezpiecznym kierunku. Nasze zadłużenie coraz bardziej rośnie i wciąż nie ma wiarygodnego i logicznego planu reformy wydatków państwa. Zresztą nawet jeśli ten plan istnieje, to nie został upubliczniony. Co z tego, że premier Hausner co chwilę informuje o swoich zamierzeniach" Co z tego, że słuchając go można zbudować sobie obraz sensownych działań, które mają być wprowadzane sukcesywnie w najbliższych latach i które mają doprowadzić do sanacji finansów publicznych" Co z tego, skoro co chwilę z różnych źródeł docierają do nas informacje, że każda próba przeprowadzenia jakiejkolwiek poważnej reformy napotyka mur niechęci poszczególnych ministrów czy też polityków z zaplecza politycznego rządu" Ostatnio dowiedzieliśmy się, że niektórym reformatorskim działaniom sprzeciwiają się nawet współpracownicy Hausnera z jego własnego ministerstwa (chodzi o likwidację PFRON-u). I to jest tak naprawdę problem. To nie jest tak, że jakiś analityk w Polsce zrobi szum, bo akurat jego pracodawcy jest to na rękę i w efekcie ileś tam miliardów dolarów wypłynie z Polski i na rynku będzie kryzys. To są zbyt duże pieniądze i zbyt poważne interesy. Zagraniczni inwestorzy dysponują całymi sztabami specjalistów od oceny ryzyka, od sprawdzenia sytuacji gospodarczej, od analizy finansów publicznych. Jakaś polityczna wypowiedź, np. członka RPP czy też przedstawiciela rządu, może doprowadzić do zmian na rynkach, ale jeśli nie znajdzie potwierdzenia w rzeczywistości lub jeśli do podobnych wniosków nie dojdą analitycy inwestora, to po chwili sytuacja się stabilizuje. Ile razy obserwowaliśmy kilkugroszowe osłabienie złotego na skutek czyichś słów, po czym wszystko najdalej po kilku dniach wracało do normy, gdy okazywało się, że zagrożenia nie ma lub jest niewielkie.
Świadomość
inwestorów wzrastała