Reklama

Brakuje planu reform

Sytuacja na rynkach finansowych uległa pogorszeniu. Ceny obligacji spadają, złoty się osłabia. Dlaczego tak się dzieje- Czy to efekt słownych interwencji albo niepokojących raportów tworzonych przez rynkowych analityków- A może skończyły się spekulacje pod kątem cięć stóp procentowych"

Publikacja: 01.10.2003 09:33

Przedstawiciele rządu wymyślają coraz to nowe teorie na temat tego, dlaczego inwestorzy zagraniczni wycofują się z Polski. Słyszymy więc, że jest to efekt spadku oczekiwań na obniżkę stóp procentowych, jakichś niezrozumiałych spekulacji, czy też wypowiedzi bardziej prominentnych przedstawicieli NBP lub analityków rynkowych. Na pewno każdy z tych czynników ma znaczenie. Ale czy się to komuś podoba czy też nie, głównym powodem wyraźnego wzrostu rentowności (czy też, jak kto woli, spadku cen) papierów skarbowych i znacznego spadku wartości złotego jest oddalanie się perspektyw naprawy finansów publicznych. To nie wypowiedzi tego czy innego członka Rady Polityki Pieniężnej, przedstawiciela NBP albo analityka rynkowego są głównym powodem tego, że inwestorzy zagraniczni zamykają swoje pozycje. Dodajmy, że nie wszyscy. Mało tego, ci najwięksi wciąż jeszcze są w naszym kraju i czekają na rozwój sytuacji. Są jednak coraz mniej spokojni.

Brak konkretów

Problemem jest to, że idziemy w niebezpiecznym kierunku. Nasze zadłużenie coraz bardziej rośnie i wciąż nie ma wiarygodnego i logicznego planu reformy wydatków państwa. Zresztą nawet jeśli ten plan istnieje, to nie został upubliczniony. Co z tego, że premier Hausner co chwilę informuje o swoich zamierzeniach" Co z tego, że słuchając go można zbudować sobie obraz sensownych działań, które mają być wprowadzane sukcesywnie w najbliższych latach i które mają doprowadzić do sanacji finansów publicznych" Co z tego, skoro co chwilę z różnych źródeł docierają do nas informacje, że każda próba przeprowadzenia jakiejkolwiek poważnej reformy napotyka mur niechęci poszczególnych ministrów czy też polityków z zaplecza politycznego rządu" Ostatnio dowiedzieliśmy się, że niektórym reformatorskim działaniom sprzeciwiają się nawet współpracownicy Hausnera z jego własnego ministerstwa (chodzi o likwidację PFRON-u). I to jest tak naprawdę problem. To nie jest tak, że jakiś analityk w Polsce zrobi szum, bo akurat jego pracodawcy jest to na rękę i w efekcie ileś tam miliardów dolarów wypłynie z Polski i na rynku będzie kryzys. To są zbyt duże pieniądze i zbyt poważne interesy. Zagraniczni inwestorzy dysponują całymi sztabami specjalistów od oceny ryzyka, od sprawdzenia sytuacji gospodarczej, od analizy finansów publicznych. Jakaś polityczna wypowiedź, np. członka RPP czy też przedstawiciela rządu, może doprowadzić do zmian na rynkach, ale jeśli nie znajdzie potwierdzenia w rzeczywistości lub jeśli do podobnych wniosków nie dojdą analitycy inwestora, to po chwili sytuacja się stabilizuje. Ile razy obserwowaliśmy kilkugroszowe osłabienie złotego na skutek czyichś słów, po czym wszystko najdalej po kilku dniach wracało do normy, gdy okazywało się, że zagrożenia nie ma lub jest niewielkie.

Świadomość

inwestorów wzrastała

Reklama
Reklama

Tym razem jest inaczej. Patrząc na poziomy z początku roku, mamy wyraźny spadek cen obligacji i wyraźny spadek wartości złotego. Problem finansów publicznych narastał. Właściwie nie tyle sam problem, ile wzrastała świadomość inwestorów. Najpierw mieli nadzieję, że do radykalnych zmian po stronie wydatków w budżecie dojdzie jeszcze w 2004 roku. Nie dojdzie. Ale pisałem już na tych łamach, że o niektórych argumentach dla poparcia takiego, a nie innego projektu rządu można dyskutować. Inwestorzy przyjęli jakoś tę gorzką pigułkę, czekając niecierpliwe na średniookresowy plan naprawczy. Nie ma co ukrywać, że dali Polsce spory kredyt zaufania. Pamiętajmy bowiem, że naprawę finansów zaczynamy od pogorszenia sytuacji (bo budżet na 2004 rok jest ewidentnie gorszy z punktu widzenia restrykcyjności polityki fiskalnej od tego na 2003 i tu nie ma nad czym dyskutować). Ten kredyt zaufania to w znacznej mierze efekt dość dobrych wyników gospodarki no i oczywiście perspektywy naszego wejścia do Unii Europejskiej. Inwestorzy stawali się jednak coraz bardziej nerwowi, bowiem nie widzieli konkretów planu, a jeśli już premier Hausner coś mówił, to zaraz pojawiały się informacje, że na jego pomysły nie ma zgody Rady Ministrów.

Decydują rachunek

ekonomiczny i prawa rynku

Czy grozi nam taki kryzys jak w Argentynie` Oczywiście, że do takiej zapaści droga jest na szczęście daleka. Choć nie tak daleka, jak niektórzy sądzą. Ale nie oznacza to, że nie może nastąpić na przykład dziesięcioprocentowe osłabienie złotego. Tu działa rachunek ekonomiczny i normalne prawa rynku. Jeśli inwestor zagraniczny widzi, że w najbliższej przyszłości wyraźnie wzrośnie podaż obligacji, to zaczyna się zastanawiać, czy wszystkie papiery uda się sprzedać. A jeśli tak, to po jakiej cenie. Jeśli dojdzie do wniosku, że cena wyraźnie spadnie, bo nie znajdzie się wystarczająco dużo chętnych, aby kupować papiery po aktualnych lub wyższych cenach, to podejmie decyzję o sprzedaniu swoich papierów. DlaczegoE Bo duża część inwestorów zagranicznych nie utrzymuje polskich obligacji do wykupu. Jak cena spadnie, to będzie trzeba odnotować stratę. Sprzedają więc papiery, potem złotego i mamy to, co mamy, czyli osłabienie na rynkach. A skąd ten wniosek, że obligacji będzie więcej- W przyszłym roku będzie większa, dużo większa emisja papierów skarbowych, bo jakoś trzeba przecież sfinansować deficyt budżetowy. A czemu cena papierów może spaść- Czyli innymi słowy, dlaczego nie ma się znaleźć wystarczająco dużo chętnych, aby kupować po podobnych lub nawet wyższych cenach niż obecnie" Przecież w przyszłym roku wchodzimy do Unii" I tu jest sedno sprawy. Ano dlatego, że wiara inwestorów w ograniczenie deficytu w następnych latach zaczyna spadać, bo wciąż nie ma konkretów dotyczących poważnej reformy wydatków. A brak cięć, czy, jako kto woli, działań racjonalizatorskich to coraz więcej obligacji no i przekroczenie 60-proc. progu oszczędnościowego. Inwestorzy już mają dość ogólników i zapewnień, że będzie dobrze. Oni chcą usłyszeć, kiedy i jakie działania zostaną podjęte i jakie będą z tego oszczędności" Co rząd chce zrobić, aby odwrócić tendencję wzrostu zadłużenia państwa" Na razie takich informacji nie ma.

Wciąż mamy kredyt

zaufania

Reklama
Reklama

Polska wciąż ma kredyt zaufania wśród inwestorów zagranicznych. To widać, wystarczy z nimi rozmawiać. Tyle tylko, że trzeba im dać jakiś punkt zaczepienia. Tym punktem może być, jeśli tylko powstanie, sensowny i konkretny plan racjonalizacji wydatków. I nikt na razie nie będzie się przejmował tym, że poważne reformy będzie się zaczynać w roku wyborczym albo że będzie je kontynuował nowy rząd (o którego poglądach na gospodarkę przecież na razie nic nie wiemy). Czy więc inwestorzy naprawdę chcą tak wiele`

Dodajmy jeszcze, żeby być uczciwym, że oczywiście kłopoty w finansach publicznych narastają od wielu lat, a pierwsze poważne ostrzeżenie miało miejsce w 2001 roku. Wtedy nie rozwiązano problemu, a jedynie oddalono perspektywę kryzysu. Ale to teraz nie ma znaczenia. Jesteśmy w takim, a nie innym punkcie i trzeba zacząć działać. A jeśli tych działań nie ma, to niech nikt się nie dziwi, że rentowność dziesięcioletnich obligacji przekracza 6%, a euro kosztuje więcej niż 4,60 złotego. n

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama