Wtorkowa sesja przyniosła wyraźny spadek wartości indeksu WIG20. Co gorsza, spadek objął praktycznie cały szeroki rynek (w największym stopniu firmy, które w ostatnich tygodniach wzrastały najbardziej). Wątpliwe, by zniżka miała związek z sytuacją poszczególnych spółek lub ich obrazem technicznym. Inwestorzy kierują się prawie wyłącznie emocjami potęgowanymi przez zagrożenia makroekonomiczne i trwającą wyprzedaż na giełdach zachodnich.
W takim układzie może się okazać, że dobry techniczny obraz rynku stanie się całkowicie nieważny, a analiza wykresów będzie podstawą wyłącznie do spekulacyjnego odbicia (bo o powrocie do trendu wzrostowego, już nawet niekoniecznie tak dynamicznego, nie będzie mogło być mowy).
Na wtorkowej sesji byki z ogromną wręcz determinacją próbowały utrzymać indeks ponad poziomem średniej kroczącej z 45 sesji (względnie na psychologicznej granicy 1500 pkt). To się nie udało. Aktualne pozostaje nadal wsparcie na wysokości 1480 pkt. Jego przełamanie to niemal pewny spadek do poziomu około 1395 pkt. Bardzo złe otwarcie giełdy w Nowym Jorku pogłębiło zniżkę niemieckiego DAX-a. To w konsekwencji doprowadziło do kolejnej fali wyprzedaży w Warszawie, co uwidoczniło się szczególnie pod koniec i na zamknięciu notowań.
W tej chwili dyskusji nie podlega to, że zostały przełamane średnio- i długoterminowe trendy wzrostowe na oscylatorach. Zasadne staje się pytanie o utrzymanie się przez nie ponad poziomem równowagi. Takie zachowanie wskaźników ma bardzo złą wymowę i stawia pod znakiem zapytania jakikolwiek dalszy wzrost. Wspomnienie hossy może przerodzić się wprawdzie w jakąś niewielką zwyżkę, która jednak okaże się prędzej czy później korektą fali spadkowej. Dlatego posiadaczom gotówki radziłbym nie wchodzić na taki rynek, z nadzieją oczekując spodziewanej atrakcyjnej oferty pierwotnej banku austriackiego. n