John Keker, adwokat broniący Quattrone, zapowiedział, że jego klient zdecydował się na zajęcie miejsca w fotelu dla świadków w rozpoczętym w tym tygodniu procesie kryminalnym.

F. Quattrone pomagał w latach internetowej hossy spółkom technologicznym w wejściu na giełdę. Przy tej okazji miał rozdzielać na lewo i prawo najlepszym klientom CSFB akcje sprzedawane na rynku pierwotnym. Giełdowe debiuty przynosiły potem kilkusetprocentowe zwroty. Gdy afera wyszła na jaw, Quattrone konsekwentnie odmawiał jakiejkolwiek współpracy w dochodzeniu w sprawie IPO. Bankier jest oskarżony o zniszczenie poczty elektronicznej, wymienianej z klientami i szefami firm internetowych, oraz o namawianie kolegów do podobnych działań. Przeciwko Quattrone będą zeznawać urzędnicy National Association of Securities Dealers (NASD), przedstawiciele Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) oraz byli współpracownicy z CSFB.

Zdaniem prawników, strategia przyjęta przez obronę Quattrone jest bardzo ryzykowna. Zeznając, były bankier będzie bowiem narażony nie tylko na pytania swojego obrońcy, ale także prokuratorów i może polec w krzyżowym ogniu przesłuchania. Stawka jest wysoka. Quattrone grozi maksymalnie 25 lat więzienia i 750 tysięcy dolarów grzywny. Z zapłaceniem tej ostatniej nie powinno być kłopotów. W latach 1997-2000 jego wynagrodzenie wyniosło około 200 mln USD.

Credit Suisse First Boston znalazł się wśród 12 innych banków inwestycyjnych, które zapłacą prawie 1,5 miliarda dolarów za konflikt interesów swoich analityków. "Działka" CSFB w ramach ugody wynosi 150 milionów dolarów. n