W naszym regionie geograficznym, w kontekście przyszłorocznego rozszerzenia UE, dla SN Brussels Airlines liczą się przede wszystkim trzy miejscowości docelowe: Warszawa, Praga i Budapeszt. Dlatego węgierska stolica, dotychczas nieobsługiwana przez Belgów, 27 października znajdzie się w rozkładzie ich lotów. Obecnie samoloty belgijskiego przewoźnika latają między Brukselą a 49 miastami europejskimi i 14 afrykańskimi. Dzięki współpracy z American Airlines klienci SN Brussels Airlines mogą dotrzeć do Chicago i 22 innych miejscowości w USA.

P. Saunders nie wyklucza dalszego rozwoju w Europie Środkowowschodniej. - Każdy przypadek rozpatrywany jest osobno i jeśli stwierdzimy, że jakaś trasa może przynosić zyski, to nasze samoloty będą nią latać - mówił wczoraj. Całkiem zatem możliwe, że belgijskie linie wkrótce będą obsługiwać Wilno czy Rygę.

Chociaż wyliczenia pokazują, że dla tzw. tanich linii Belgia jest po Wielkiej Brytanii drugim rynkiem w Europie, to firma nie obawia się konkurencji z ich strony. SN Brussels Airlines wybrały inny segment rynku. - Stawiamy przede wszystkim na klientów, którym zależy na czasie, a tanimi liniami ludzie podróżują przede wszystkim w celach turystycznych - wyjaśnia Saunders. Ci klienci to przede wszystkim ludzie pracujący lub załatwiający interesy w Brukseli.

W drugim kwartale SN Brussels Airlines odnotowały zysk netto w wysokości 2,9 mln euro, przy przychodach wynoszących 128,1 mln euro. Firma pozostaje spółką prywatną, a jej udziałowcami są m.in. belgijskie banki KBC, Fortis i BBL.

SN Brussels Airlines, które są sukcesorem zbankrutowanej Sabeny - uczestnika aliansu Qualiflyer, nie planują wejścia do któregokolwiek z sojuszy lotniczych obecnych na rynku. Belgowie wolą współpracę na konkretnych trasach z poszczególnymi liniami, często członkami różnych zgrupowań.