Rok 2003 zmusza do przewartościowania na nowo strategii rozwojowej energetyki. Powrócił problem energetycznego bezpieczeństwa. A uważano, że jest to problem rozwiązany, co umożliwia pełną koncentrację na problemie efektywności i swobody rynkowego wyboru. Seria energetycznych katastrof daje do myślenia. Jeszcze przypadek wschodniego wybrzeża USA wydawał się odosobniony (jeśli ktoś zapomniał ciemności w rejonie San Francisco w roku 2001) i wytłumaczalny jako skutek zaniedbanej infrastruktury. Lekceważono katastrofy dotykające kraje słabiej rozwinięte (Kolumbia, Argentyna, Indie, Nigeria, Algeria, Filipiny), widząc w tym przejaw ogólnego bałaganu. Ale nie sposób przejść do porządku dziennego nad sytuacją, gdy bez prądu zostają kraje postrzegane jako wzory dobrze zorganizowanej służby publicznej i nowoczesnej infrastruktury - Dania, Szwajcaria, północne Włochy. System energetycznych naczyń połączonych, będący synonimem bezpieczeństwa i chlubą Starego Kontynentu, okazał piorunujący efekt domina. Zarząd włoskich sieci GRTN stracił kontrolę nad krajowym systemem dostaw w ciągu 4 sekund! Ocalała jedynie Sardynia. W świetle owych wydarzeń, atutem Polski - wedle specjalistów - staje się to, że nie leżymy na trasie głównych ciągów elektroenergetycznego zaopatrzenia. Dotąd widziano w tym raczej słabość i skutek pozostawania za żelazną kurtyną. Nie znam się na tym, ale na oko ów zademonstrowany we Włoszech i Szwajcarii efekt domina powinien być uwzględniony w planach rozwojowych naszej elektroenergetyki.

Nieoczekiwany powrót problemu bezpieczeństwa nie uchyla problemu efektywności i dobrego wkomponowania Polski w europejski, wspólny rynek energii. Nie zdezaktualizował się plan, przewidujący swobodę wyboru dostawców energii w Unii Europejskiej zarówno przez odbiorców przemysłowych, jak i gospodarstwa domowe. Tym samym, istotne jest rozpoznanie konkurencyjności polskiego sektora elektroenergetyki. Ta zaś wygląda podobnie, jak uświadomiona i niezaspokojona potrzeba naprawy finansów publicznych. Prywatyzacja i restrukturyzacja stanęła. Rok 2003 jest pod tym względem zupełnie jałowy, po unieważnieniu przetargów na Dolną Odrę i Ostrołękę, przy znakach zapytania dotyczących Kozienic, a nawet sztandarowej grupy G-8. Perspektywa zasilenia giełdy przez firmy energetyczne oddala się w nieskończoność. Inwestorzy pokazują żółtą kartkę na dwa sposoby: niechęć do kupowania papierów skarbowych jest ostrzeżeniem dla rządu, który idzie kursem Gierka, czyli zadłużenia kraju, rezygnacje zaś potencjalnych uczestników prywatyzacji przypominają, że nie można przewlekać procedur w nieskończoność. W modzie jest konsolidacja, zamiast prywatyzacji. Tyle że ta moda nie koresponduje z wyliczeniami kwot potrzebnych dla odtworzenia mocy i zmniejszenia emisji zanieczyszczeń w polskiej elektroenergetyce. Szacuje się je na 40-50 mld złotych. Skąd wziąć? Nie wiadomo. Nie wiadomo także, w jaki sposób budowa energetycznych oligopoli zapewni konkurencyjne i tanie dostawy energii. Jakąś pociechą jest to, że nie wyglądamy źle, na tle Europy, w temacie bezpieczeństwa, który znowu nabrał aktualności.