W Pozmeacie, który od kilku miesięcy nie reguluje zobowiązań, jest pat decyzyjny. Koalicja większościowa: BRE Bank, Michał Stachurski i Janusz Paul, choć kontroluje prawie 50% głosów, nie może zmienić statutu (potrzebna jest 80-proc. większość) i podjąć uchwały w sprawie podwyższenia kapitału. Akcjonariusze mniejszościowi skupieni wokół Włodzimierza Nowaczyka (wspólnie około 44% głosów) nie akceptują rozwiązania większości. Nie mogą też przebić się z własną uchwałą dotyczącą emisji. Cierpi na tym spółka, która nie ma środków, bo banki wypowiedziały jej umowy kredytowe. Jej dalsze losy mogą zostać przesądzone w tym miesiącu.
Szykowany wniosek
o upadłość
Na walnym zgromadzeniu Pozmeatu 22 października po raz czwarty stanie pod obrady uchwała, zaproponowała przez większość w sprawie upoważnienia zarządu do podwyższenia kapitału w ramach kapitału docelowego. Miałby zostać podwyższony maksymalnie o 75% - czyli o ponad 12,6 mln zł - do 30 czerwca 2004 r. - Zarząd stara się utrzymać działalność spółki, choć od 10 miesięcy mamy zablokowane konta. Liczymy, że akcjonariusze dojdą w końcu do porozu mienia, zdecydują się na podwyższenie kapitału w ramach kapitału docelowego i znajdą inwestora branżowego. W innym wypadku zarząd będzie musiał złożyć wniosek o upadłość - powiedział Jacek Kinowski, wiceprezes Pozmeatu.
Koalicja BRE poprze uchwałę o podwyższeniu kapitłau. Co zrobią akcjonariusze mniejszościowi, nie wiadomo. - Upadłość Pozmeatu jest niekorzystna dla wszystkich. Jesteśmy za podwyższaniem kapitału, ale chcemy, żeby decyzję co do wyboru inwestora i określenia warunków emisji podjęło walne, a nie zarząd i niedziałająca prawidłowo rada nadzorcza. Nie mamy do nich zaufania - powiedziała Emilia Nowaczyk, członek rady nadzorczej z ramienia akcjonariuszy mniejszościowych.