Członkowie tego rządu mają to do siebie, że lubią powtarzać złote myśli pryncypałów. Mamy teraz tego przykład w przypadku Tele-Foniki. Wszystko przez to, że firma ta kupiła fabrykę w Ożarowie i chciała ją zamknąć. Teraz okazuje się, że jest firmą "nierzetelną i nieuczciwą", co najpierw publicznie wyłożył wicepremier Jerzy Hausner. Potem jego podwładny, wiceminister gospodarki Dagmir Długosz dołożył, że jest "nierzetelna i o wygórowanych żądaniach". Tele-Fonica zaś ogranicza się do wysyłania do Ministerstwa Gospodarki związkowców, którzy mają przekonać urzędników, że firma jest i rzetelna, i uczciwa, i w ogóle super. Najwyraźniej czeka, aż kolejne tego typu wypowiedzi na jej temat padną z ust najpierw dyrektorów departamentów, potem naczelników wydziałów i wreszcie urzędników resortu. Jak tak dalej pójdzie, to pewnie i sprzątaczki będą miały coś do powiedzenia na temat złej Tele-Foniki. A nie lepiej byłoby po prostu przedstawić listę grzechów drugiej stronie?
W końcu ten rząd parę rzeczy obiecywał. Że będzie wyższy wzrost gospodarczy, że spadnie bezrobocie, ludziom się będzie żyło lepiej i dostatniej, nie będzie korupcji i dzielenia państwa między partyjne kliki. Że sprawcy afer zostaną osądzeni i posadzeni, że złodzieje i bandyci pójdą do więzienia, a staruszki będą przeprowadzane przez ulice... No, z tym ostatnim to może nieco przesadziłem, ale tak czy owak - miało być lepiej. Gdyby rząd tych słów dotrzymał, nie byłoby sprawy Tele-Foniki i opustoszałej fabryki w Ożarowie. Gdyby spełniły się obietnice, że restrukturyzacja będzie szybka, skuteczna i łagodna dla ludzi, nie byłoby sprawy zamykanych kopalń. Gdyby deklaracje, że obciążenia przedsiębiorców zostaną obniżone, taksówki w Warszawie służyłyby do wożenia klientów, a nie blokowania ulic. O tym, jak nowy rząd miał uporządkować finanse publiczne, to już mi się nie chce pisać. Najpierw walkę z dziurą budżetową utrudniało - jak to ktoś powiedział - rzucanie "kołodek" pod nogi ministrom, a teraz mam nieodparte wrażenie, że rząd z tych obietnic próbuje wycofać się raczkiem.
Tyle o rzetelności rządu. Co do wygórowanych żądań, to też mamy tego bez liku. Nie wiadomo, od czego zacząć - czy od żądań, żeby autostrady budowały się same, czy od tego, aby Polacy płacili wyższe podatki i cieszyli się, że państwo im daniny obniżyło. Jednocześnie zwiększali nakłady na inwestycje i konsumpcję. Przy roszczeniach rządu, żeby im NBP wydrukował parę miliardów złotych, to nawet najbardziej wygórowane roszczenia Tele-Foniki bledną. Teraz też rząd sobie nie żałuje - w projekcie budżetu zażądał, żeby euro staniało, wzrost gospodarczy się zwiększył, inflacja była niska, a gigantyczne emisje papierów skarbowych nie powiększyły za bardzo długu publicznego.
Żeby była pełna jasność - nie wiem, czy żądania Tele-Foniki są, czy nie są wygórowane. Nie wiem też, czy wydanie zgody na zakup fabryki w Ożarowie przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rzeczywiście służy i konkurencji, i konsumentom. Po prostu nie do końca rozumiem, dlaczego wysocy urzędnicy gadają, co im ślina na język przyniesie. Bo za jakiś czas może się okazać, że przyjdzie do mnie jakiś mniej ważny urzędnik i oświadczy, że minister Pol w szale budowy autostrad zaplanował trasę szybkiego ruchu na mojej działce. A gdy powiem, że i owszem, o ile dostanę określoną kwotę, bo tyle teraz kosztuje podobna działka 20 kilometrów dalej, on oświadczy, żem nierzetelny i mam wygórowane żądania. I poleci powiedzieć to przed kamerami. W końcu - jak pokazuje historia wypowiedzi urzędników resortu gospodarki w sprawie Tele-Foniki - przykład idzie z góry.