W minionym tygodniu National 100, podstawowy wskaźnik giełdy papierów wartościowych w Stambule, zyskał 22%, ponaddwukrotnie więcej niż jakikolwiek spośród około 50 indeksów krajowych, które śledzi agencja Bloomberga. Zapowiada się zatem trzeci kwartał hossy - w okresie kwiecień-czerwiec turecki wskaźnik zyskał 39%, a w kolejnych trzech miesiącach 22%.
Turcja dla się lubić
Mimo spektakularnego wzrostu w ostatnim czasie, turecki indeks w ujęciu dolarowym wciąż pozostaje o około jedną trzecią poniżej historycznego maksimum, ustanowionego w styczniu 2000 r. Czyni to krajowe spółki atrakcyjną inwestycją dla zagranicznych inwestorów. - Lubimy Turcję - mówi John Paul Smith, zarządzający kwotą 2,5 mld USD w akcjach z rynków wschodzących w Pictet Asset Management z Londynu. - Jest potencjał ku obniżaniu stóp procentowych, akcje są tanie, a na parkiecie jest bardzo mało kapitału spekulacyjnego - uzasadnia Smith.
Instytucja Smitha w akcjach spółek z Turcji ma obecnie ulokowane 6% aktywów. Jest to dużo więcej niż udział kraju w obliczanym przez Morgana Stanleya indeksie rynków wschodzących Emerging Markets Free, który wynosi 1,5%. Wskaźnik ten zyskał w minionych dwóch kwartałach 39%. Porównywane są z nim osiągnięcia zarządzających londyńskiego Picteta.
Jak podaje giełda ze Stambułu, w sierpniu w rękach kapitału zagranicznego znajdowały się papiery warte 4,95 mld USD. Oznacza to ok. 30-proc. wzrost w stosunku do końca ub.r. Udział inwestorów zagranicznych w tureckim rynku pozostaje jednak sporo poniżej poziomu z końca lat 90. W grudniu 1999 r. w ich posiadaniu były walory spółek z Turcji warte łącznie 15,4 mld USD.