Żarska firma jest w sporze z Urzędem Kontroli Skarbowej z Zielonej Góry już ponad dwa lata. UKS, w wyniku kontroli skarbowej, kwestionuje poprawność przeprowadzanej transakcji z 2000 r. Relpol kupił i sprzedał wtedy jednostki funduszu inwestycyjnego Raiffeisen Sardus. Izba Skarbowa już raz uchyliła wyrok UKS. Wobec tego inspektor finansowy zmienił uzasadnienie wyroku. W ostatnio wydanej decyzji stwierdził, że firma niesłusznie zaliczyła wydatki na nabycie akcji do kosztów uzyskania przychodów, gdyż na transakcji spółka poniosła stratę, a nie zysk. - Absolutnie nie zgadzamy się na taką interpretację i już wysłaliśmy nasze odwołanie do Izby Skarbowej - twierdzi Mariusz Wróbel, prezes spółki. Według niego, firma mogła transakcję zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu w momencie zbycia akcji funduszu Sardus. - Nasze uzasadnienie jest podparte opiniami z Ministerstwa Finansów oraz wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego. Kontroler myli się również w kwestii zaliczenia transakcji w poczet kosztów w momencie, gdy ponieśliśmy stratę. Naszym zdaniem, można to robić - dodaje Mariusz Wróbel.
Zdaniem prezesa spółki, fakt wydania takiej decyzji przez UKS nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia. W grę wchodzić może więc niekompetencja urzędników lub kiepskie rozeznanie w tego typu sprawach przez prawników skarbówki.
Spółka musi czekać
Relpol, aby zapłacić należność, musiał powiększyć swoje zadłużenie. Obecnie wynosi ono 28 mln zł. - Naszą spółkę stać było na uiszczenie tej kwoty. Inny, mniejszy podmiot, z powodu uporu urzędnika skarbowego mógłby po prostu zbankrutować. Jestem przekonany, że prędzej czy później wygramy tę sprawę. W momencie gdy tak się stanie, fiskus musi oddać nam sporną kwotę powiększoną o odsetki (teraz wynoszą one 15%). Odsetki naliczane są tylko od kwoty spornej, która wynosi 3,29 mln zł. Pozostałe 2,4 mln zł to odsetki, które zapłaciliśmy, a które nie są oprocentowane - twierdzi prezes Wróbel.
Izba Skarbowa ma teraz miesiąc, aby rozpatrzyć odwołanie firmy. W przypadku pozytywnej dla firmy opinii UKS w ciągu kolejnego miesiąca będzie musiał oddać sporną kwotę. Gdy decyzja będzie inna, sprawa znacznie się wydłuży. - Wtedy sprawę skierujemy do NSA w Poznaniu. Z moich informacji wynika, że na wyrok trzeba by czekać około 1,5 roku. Pieniądze w tym czasie będą zamrożone, a za prawie 6 mln zł mógłbym wprowadzić na rynek ciekawy produkt - konkluduje Mariusz Wróbel.