Inwestorzy na amerykańskim rynku wciąż pozostają w niepewności, w jakich nastrojach upłyną kolejne tygodnie na giełdzie. Od czterech miesięcy S&P 500 pozostaje na wysokości 1000 pkt, odchylając się od niej po 40 pkt w górę i w dół. Optymiści mają podstawy, by przypuszczać, że jest to oznaka siły kupujących, którzy nie dopuszczają do głębszej przeceny po wiosennym rajdzie. Pesymiści też mają swoje racje, argumentując, że konsolidacja przeciąga się zbyt długo, by można ją traktować jako przystanek przed dalszą zwyżką. W stabilizacji notowań upatrują raczej formy dystrybucji akcji. Ja pozostaję wciąż w obozie niedźwiedzi i zakładam, że wzrost z pierwszej połowy października jest tylko ruchem powrotnym do trzeciej linii formacji wachlarza, obejmującej okres od marca tego roku. By jednak ta koncepcja pozostała aktualna, S&P 500 nie może wyjść ponad opór w strefie 1040-1050 pkt. W czwartek był bardzo bliski tego, jednak kontra podaży spowodowała, że rozstrzygnięcia nie zapadły. To sugeruje test wsparcia na poziomie 966 pkt. Po jego przełamaniu sprzedający byliby bardzo blisko przejęcia kontroli nad rynkiem w średnim terminie.
Publikowane dotąd wyniki spółek są zgodne z prognozami, czyli wszystko idzie zgodnie z planem byków. Pytanie jednak, czy w ich scenariuszu uwzględniono także obniżkę prognozy zysku przez największą firmę świata - General Electric. Może ona wzbudzić obawy, że w III kwartale zyski rzeczywiście będą wysokie, ale w kolejnych miesiącach już tak dobrze nie będzie. Dlatego zamknięcie piątkowych notowań na minusie będzie złym sygnałem na przyszłość.
Zawęża się obszar, w którym ruchy Nasdaqa nie generują ważnych sygnałów. Od góry jest on wyznaczony granicą rocznego kanału wzrostowego, od dołu siedmiomiesięczną linią trendu rosnącego, czyli wartościami 1965 i 1843 pkt. Przełamanie którejś z nich da początek kolejnemu silnemu ruchowi.
Coraz bliżej ważnego rozstrzygnięcia znajduje się rynek japoński. Zasłonięcie luki bessy przy 10938 pkt zapowie wzrost do 12 tys. pkt, spadek poniżej ponad pięciomiesięcznej linii trendu rosnącego (10,5 tys. pkt) sprawi, że zapomnimy o takiej możliwości.